Najpiękniej pisał o Balthusie. Spędził niemal siedem lat blisko tego sławnego malarza, najpierw w willi Medyceuszy, a następnie w pracowni w Lunghezza w rejonie Agro Romano. „Mieszkałem w tych latach z Brigitte Courme, grawerką, która przeprowadziła się do Rzymu i była bliską przyjaciółką Balthusa i Setsuko, a także wszystkich osób, którzy ich otaczali”, pisał. Nazywa się François Rouan i jest także malarzem. Niezwykle bogatym, bardzo inteligentnym i różnorodnym w formie i technice. Ale w pisaniu o sztuce i malarzach był od samego zarania, największym mistrzem.

Niewielu potrafiło, tak jak on, oddać słowem sens koloru, opisać gest, pędzel i spojrzenie. Stał się mistrzem języka. Potrafi wychwycić jedną chwilę i jedno słowo. Umie je też powiązać ze sobą. Przyjaźnił się z wieloma artystami. To cenne doświadczenie od samego początku pozwalało mu na pewną intymność i wkraczanie w zakazany obszar. Tak właśnie powstały literackie „etiudy” o Balthusie i Giacomettim.

Tak naprawdę, jedynie Francuzi i Brytyjczycy, tak celnie i przy tym niezwykle pięknie, potrafią pisać o sztuce. Michel Leiris, Pierre Restany, Herbert Read, David Sylvester. W sumie jest ich niewielu na całym świecie. Rouan należał do tej elitarnej grupy pisarzy, którzy zrozumieli jednocześnie malarstwo oraz samych artystów.
Gdyby nie pisanie o sztuce, pewnie nikt nie zwróciłby uwagi na jego malarstwo. A przecież tak naprawdę, właśnie ono, pozwoliło mu dostrzegać więcej. Bo dla wielu jest jednak malarzem rasowym, a pisanie stało się rodzajem poetycznej odskoczni.

Urodzony w 1943 roku w Montpellier, François Rouan mieszka i pracuje w Laversine, kilka kilometrów od Senlis (Oise), niedaleko Paryża. Związany z ruchem Supports/Surfaces od początku swojej kariery w latach 60., Rouan definiuje siebie jako pozostającego „w konflikcie z artystami swojego pokolenia”. Obrał wyjątkową ścieżkę, dekonstruując tradycyjną strukturę obrazu, aby otworzyć nowe drogi w dziedzinie współczesnego malarstwa. Tak przynajmniej rozumiał swoją misję. I temu pozostał wierny. Po fascynacjach kolażami, w 1965 roku stworzył swoje pierwsze „warkocze”, a w 1980 roku rozszerzył swoją praktykę o inne media, w tym fotografię i film.

Jako młody człowiek przybył do Paryża w 1961 roku, gdzie zapisał się do École Nationale Supérieure des Beaux-Arts. Poszukiwania języka i formy przez Rouana doprowadziły do jego pierwszych tkactw w 1966 roku. Używając pasków ciętego płótna zanurzonych w farbie, splatał te elementy razem, dekomponując płaską przestrzeń płótna na blejtramie. Silna materialna obecność tej powierzchni, rozdrobnione światło, kolorowe rytmy. Wszystko to przyczyniło się do powstania przestrzeni, obrazu, prawdziwie oryginalnego i natychmiast rozpoznawalnego stylu malarstwa.

Od tego czasu, wbrew wszelkim przeciwnościom, nie ulegając chwilowym modom, François Rouan kontynuował owe myślenie, rozszerzając swoją praktykę od końca lat 80., na inne media, fotograficzne i filmowe. Oświecająca i oryginalna w swoim podejściu, głośna wystawa w Muzeum Matisse, jaka stała się jego udziałem, łączyła dwie grupy prac oddzielonych w czasie o około czterdzieści lat. Nieuniknione echo Matisse’a, mistrza miejsca, wycinanki papierowej, świadczą o tej pierwszej, intensywnej fazie badań i eksploracji, w której François Rouan fundamentalnie kwestionował obraz, pozostając mu jednocześnie, niezmiennie wiernym.

W pracowni François Rouana płótna nie są wieszane – są tkane. Od ponad sześciu dekad ten artysta, idąc pod prąd mód i kategorii, Rouan wynalazł unikatowy język wizualny, technikę, w której paski malowanego płótna są ze sobą splatane, tworząc niespokojną, kolorową powierzchnię, w połowie drogi między nieprzezroczystością, a przezroczystością.

Każdy, kto śledził ewolucję grupy Supports/Surfaces, zetknął się z pracami François Rouana, tworzonymi jednak równolegle z poszukiwaniami innych artystów, w tym zespole.
Słynna galeria Templon także gościła niedawno jego wystawę. François Rouan pozostawał w ostatnich latach raczej dyskretny, wyciszony. Od 1965 roku artysta przyzwyczaił do obrazów wykonanych z tkanych pasów płótna, ale także do filmów. Jeden z recenzentów napisał: nie wiem, czy to kontrapunkt wywołany przyzwyczajeniem do robienia zdjęć, ale po wejściu do galerii uderzało świetliste wrażenie emanujące z płócien, że kolory wypełniają przestrzeń niczym ołtarze, każde dzieło ma swój blask, swoją dominantę, i jesteśmy przesiąknięci jakością dzieł tego artysty, który ukończył właśnie 82 lata, jego niezaprzeczalną witalnością malarską i estetyczną trafnością.

Praca nad tkaniem płócien, rozpoczęta w 1965 r. ujawnia skalę eksperymentów. Pracując kolejno z różnymi mediami, których użycie polegało głównie na eksperymentowaniu z formą plastyczną, Rouan nigdy nie przestał interesować się tym, co malarstwo może prowokować poprzez swoją funkcję sugestywną. To drugie tkanie płótna, zamiast splatania, raczej rekonstruuje obraz rozmyty przez skrzyżowania kolorów i linii, efekt superpozycji daje początek sylwetkom, fragmentom obiektów, ale zagadka często pozostaje w niepewności co do tego, co jest częścią ponownego malowania. Niektóre płótna wykazują nasycenie pigmentów dokładnie w miejscu, w którym paski płótna się nakładają. W tym przypadku jesteśmy niemal pewni przemalowania, ale czasami pomysł retuszu, kreacji drugiego zamysłu, pojawia się w tym samym czasie, gdy zaczyna pojawiać się obecność figuracji, czasami nawet białej grafiki przywołującej orientalne pismo. Ten bardzo widoczny splot, w przeciwieństwie do zwykłego płótna, jest źródłem licznych możliwości, dostosowań i ponownych przywłaszczeń.

Po oddzielnym namalowaniu płócien, Rouan tnie je na paski, aby odtworzyć nowe, inny splot w skali całej ramy. Przecięcia tkanin mogą być wykonane według kompozycji ortogonalnej lub ukośnie, jak ma to miejsce w przypadku niektórych płócien widzianych w Templon. Ostrożnie zamontowane, te płaskie paski farby tworzą wzór siatki, który wyróżnia się swoją specyfiką, z której czasami wyłaniają się wzory. Rzeczywiście, szerokość pasów, które są znacznie grubsze niż nić tkacka, ma potencjał oznaczania czegoś więcej niż tylko koloru.

Na koniec, jedna rzecz jest warta odnotowania w twórczości François Rouana: każde przeplatanie tworzy plastyczną jedność, kolorów, linii, grubości, superpozycji, pentimentów krawędzi i nasycenia. Można zatem łatwo wyizolować jednostkę z całości, zrobić dziurę w splocie, oko zrekompensowałoby brak tym, że ogólna struktura płótna wystaje ponad szczegół, pochłania go.

Rouan miał wiele wystaw indywidualnych, zarówno we Francji, jak i za granicą. Wśród instytucji, które prezentowały jego prace, znajdują się Centre Pompidou, Musée Fabre w Montpellier i Galerie Templon. Od 30 maja 2025 do 21 września 2025 roku jego prace są wystawiane w Musée des Beaux-Arts w Lyonie. Z tej okazji Skira Publishing opublikowała monumentalny katalog o tej samej nazwie: François Rouan, Autour de l’empreinte (Wokół odcisku). Zawiera eseje historyka sztuki Pierre Wata, specjalisty od rysunku Érica Pagliano, François-René Martina, profesora w École nationale supérieure des beaux-arts de Paris oraz profesora historii Killiana Rauline’a. Łącząc formalne analizy, refleksje estetyczne i perspektywę historyczną, książka prowadzi czytelnika i zwiedzającego przez trudne i pełne niuansów zanurzenie w procesie twórczym artysty, pozwalając im wejść do jego wizualnego świata.












