Pająk jest istotą naprawczą. Nie ma dla niego destrukcji, której nie można byłoby zmienić w nową formę. Kiedy pajęczyna zostaje przerwana, pająk przystępuje do jej transformacji. Nie oznacza to jednak, że powraca ona do swojej pierwotnej formy, nawet wtedy, kiedy jej oryginalny wzór, jest do pewnego stopnia, odtworzony. Pająk, za każdym razem musi bowiem wprowadzić nowe elementy, wynikające z mikro i makro zniszczeń, aby w ten sposób złączyć poszarpane nici w jedną, eterycznie piękną całość. Pająk nie porzuca swojego zniszczonego dzieła, nie zaczyna nowej formy. Zostaje ze zniszczeniem. I z niej buduje nową jakość.

Właśnie teraz, po dwudziestu pięciu latach spędzonych na emigracji, wielki pająk „Maman” Louise Bourgeois powrócił do Tate Modern. Jego monstrualne nogi, zaczepione w posadzkę, niczym w żywą tkankę, otaczają czule zwisający między nimi worek z jajkami. „Maman” jest bowiem gotowa do porodu.

Dla Louise Bourgeois postać pająka, a zwłaszcza pająka samicy ma głęboki psychologiczno-metaforyczny wymiar. Jest dowodem zwycięstwa życia nad śmiercią. Jest także hołdem złożonym matce. Artystka pisze: „Moja matka, podobnie jak pająk, była tkaczką. Moja cała rodzina była związana z naprawą gobelinów, a ona (matka) była odpowiedzialna za cały warsztat. Podobnie jak pająk, była bardzo mądra… Pająki są pomocne i opiekuńcze, zupełnie jak moja matka” – podkreślała Bourgeois.

Pająki, podobnie jak sztuka współczesna, nie są istotami, które w naturalny sposób dają człowiekowi poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Dla wielu, są przerażającymi istotami wywołującymi w nich ataki paniki. Analogicznie jest z rzeźbami artystki. Mimo iż nawiązują one do ochrony i macierzyństwa, ich monstrualne rozmiary, groźne nogi i drapieżny charakter sugerują bardziej dominację, uwięzienie i strach niż życiodajną macicę. Ta dwoistość i sprzeczność emocjonalna są echem zainteresowania Bourgeois napięciem psychologicznym między bezpieczeństwem, a niebezpieczeństwem, komfortem a kontrolą, waginą a penisem, walką a poddaniem. Są też dowodem na androgeniczność jej rzeźb, które mogą być interpretowane jako wolne od jednej dominującej płci.

Pająk jest metaforą ambiwalencji, zarówno w relacjach rodzinnych jakie zachodzą zwłaszcza między matką, a córką jak i partnerskich, które mają miejsce między kochankami. To napięcie jednak, wynikające z przeciwstawnych uczuć, nie niesie za sobą destrukcji, wręcz przeciwnie, buduje mocniejszą więź. Twórczość Bourgeois nie jest, jak wielu by sobie tego życzyło, feministycznym krzykiem domagającym się zniszczenia męskiego pierwiastka i ustanowienia utopijnego Imperium Kobiet. Ona sama często powtarzała – „Nie jestem feministką. Jestem indywidualistką”. Odrzucała za każdym razem zaproszenie do wystawiania swoich prac w ramach „kobiecych, feministycznych” wystaw, tłumacząc, że jej twórczość wynika z jej problemów i że, w żaden sposób, nie ma zamiaru być częścią kolektywów czy ruchów społecznych. Dla wojujących feministek miała jedną odpowiedź: Fillette (1968) – pluszowego penisa, który niczym dziecięca zabawka wywołuje bardziej skojarzenia z bezpieczeństwem, a nie agresywną dominacją. Twórczość Bourgeois nie może i nie powinna być sprowadzona do jednego wymiaru. Jej siła tkwi w uniwersalności przekazu, który niczym jaja gotowe do złożenia, pęcznieje pod zewnętrzną warstwą jej prac.

Tate Modern świętuje w tym roku 25 lat swojego istnienia. To mało jak na muzeum sztuki współczesnej, mimo to jest ono, jedno z najlepszych muzeów na świecie, z kolekcją tak pełną i przemyślaną, że każdego roku odwiedza je ponad 6 milionów osób. Żadna z nich nie przyszła tutaj oglądać klatki schodowej, ani wind, ani nawet przeszklonych korytarzy. Wszyscy przyszli zobaczyć dzieła artystów, którzy tworzyli i nadal kształtują scenę sztuki współczesnej na świecie.
Tate Modern, w dniu swojego otwarcia, a raczej wydzielenia się od Tate Gallery, która od tego momentu nosi nazwę Tate Britain, miała już doskonałą kolekcję. W Turbine Hall pojawił się wtedy wspomniany pająk „Maman” – symbol sztuki współczesnej, która każdego dnia składa nowe jaja, a jednocześnie niesie w sobie zdolność łączenia zerwanych mostów. Jest łącznikiem między zamkniętą historią, a historią tworzoną tu i teraz. Pająk należy bowiem zarówno do świata pierwotnego, dzikiego i nieujarzmionego jak i do futurystycznego. Jest piękny i groteskowy zarazem. W ten sposób uosabia on cały wachlarz aspektów współczesnego życia, wraz z jego fragmentacją, emocjonalnym niepokojem i postępującą hybrydowością. Tate Modern stawiając „Maman” Bourgeois w centralnym hallu, w miejscu, w którym nie sposób go ominąć, od którego prowadzą wszystkie drogi w muzeum, pozycjonuje się tym samym jako przestrzeń dedykowana artystom, których twórczość jest aktem wymagającym, emocjonalnie trudnym i prowokacyjnym w odbiorze. Staje się przez to także muzeum ambiwalentnym. Z jednej strony umożliwia każdemu bezpłatne wejście, z drugiej oferuje sztukę elitarną, której odbiorcami nigdy nie będą masy.

„Maman” była i nadal jest, idealnym symbolem misji muzeum: jego intelektualnej prowokacji, emocjonalnego rezonansu, odbijającego się z różną siłą w zależności od przygotowana widza i oszałamiającej, wręcz dominującej wizualności. Jednak jej największym przesłaniem jest uniwersalny przekaz o życiodajnej odbudowie i tworzeniu sztuki będącej udziałem zarówno kobiet jak i mężczyzn. Sztuka bowiem nie ma płci. Każdy, kto próbuje pisać jej historię na nowo, klasyfikując wartość dzieł poprzez kod genetyczny artysty, powinien lepiej zająć się robieniem na drutach. Przynajmniej byłby z tego jakiś wymierny pożytek dla ludzkości.












