Z okazji dwusetnej rocznicy powstania Musée Fabre, wystawa „Pierre Soulages. La rencontre” jest pierwszą retrospektywą artysty od jego śmierci w 2022 roku. W jakimś sensie jest symboliczna, bo podkreśla też wieloletnią przyjaźń malarza z miastem Montpellier, gdzie dojrzewał jako młody artysta.

Na trzech poziomach muzeum w Montpellier prezentowanych jest 120 płócien, ponadto wiele prac na papierze i szkle, co pozwala na pełne pokazanie jego dialogu, zarówno ze sztuką antyczną jak i współczesnymi Soulagesowi, a chodzi przecież o Pablo Picassa, Hansa Hartunga, Jean-Paul Riopelle czy Morita Shiryū.

Urodzony w Rodez 24 grudnia 1919 roku, Pierre Soulages został tam w 2014 roku uhonorowany ogromnym muzeum, w którym znajduje się największa kolekcja prac malarza. Jednak jego związki z Montpellier są równie ważne – to właśnie tam artysta przygotowywał się w 1941 roku do objęcia stanowiska profesora rysunku w École des Beaux-Arts i wielokrotnie odwiedzał Musée Fabre, aby oglądać starych mistrzów w jego kolekcji. „To muzeum znaczyło dla mnie więcej niż jakiekolwiek inne” – napisał ze wspomnieniach.

Dał światu najprawdziwszą ciemność. Czerń, która stała się światłem. Należał do skąpego grona artystów, którzy byli świadkami awangardy, eksplozji amerykańskiej abstrakcji i francuskiego taszyzmu, wreszcie tych wszystkich zdarzeń, które ukształtowały obraz współczesnej sztuki. Zmarł, nie tak całkiem dawno, bo 25 października 2022 roku. Od dnia jego urodzin minęło zatem 106 lat.

Nieprzypadkowo pada tu nazwisko Shiryu, japońskiego malarza z grupy Bokujin-kai, nieustannie poszukując nowych sposobów ekspresji w kaligrafii. W okresie tuż po II wojnie światowej, abstrakcyjne malarstwo zagraniczne i awangardowa kaligrafia w Japonii przekraczały granice i gatunki. W magazynie „Bokubi”, redagowanym przez Shiryu Moritę, który ukazał się po raz pierwszy w czerwcu 1951 roku, zaprezentowano różne obrazy abstrakcyjne z Europy i Stanów Zjednoczonych. Relacja Mority z Pierrem Soulagesem również rozpoczęła się właśnie dzięki „Bokubi”. 26 numer „Bokubi” z sierpnia 1953 roku, zawierał dziesięć fotografii jego prac, udostępnionych przez samego Soulagesa.

W japońskiej poezji znajdujemy, pewien szczególny wiersz, uznany za absolutne arcydzieło, bo dający opis tego, co niewidoczne. Chodzi o górę Fuji, a jej niewidzialność opisał sławny Bashō. Góra została spowita mgłą, utonęła w odchodzącym świetle, zakrył ją mrok, lecz Bashō dostrzegł właśnie wtedy, jej kojące i zmysłowe piękno. Opisał ją tak, jak tylko światło można opisać, choć pozornie już go nie było. Opisać światło… Pierre Soulages malował czerń choć mawiał, że maluje wyłącznie światło. Obrazy Soulagesa powinno się oglądać w mroku. Wtedy czerń na obrazach wabi wszystkimi kolorami, pulsuje, wydobywa światło.

Czerń – pożądanie. Pragnienie. Tak zdefiniował jego obrazy powstałe w Sète jego biograf Michel Ragon. Odwiedził króla francuskiego malarstwa kilka lat po tym jak Pierre Soulages i jego żona Colette wprowadzili się do domu na skarpie, z cudnym widokiem na Morze Śródziemne. Zwrócił uwagę na zapachy tymianku i lawendy, które go obezwładniały, a także na linię horyzontu, która wydała mu się dzielić dwie przestrzenie barw: białą i czerń.
Le cap d’Agde… Tak jak w jego obrazach. Soulages powiadał, że ten dom, to jak balkon na morzu. Może stamtąd zobaczyć najciemniejszą jasność. Outrenoir – fenomen optyczny. Ale tylko on go dostrzegał.

Wystawa składa się z sześciu rozdziałów, podzielonych tematycznie. Zaczyna się une longue amitié avec Montpellier, bo zestawia stare prace Soulagesa, które trafiły tam jako jego dar. Jedna z nich to kompozycja z 1945. W grudniu 2020 roku trafił na aukcję w Nîmes, mało znany obraz Pierre Soulagesa, namalowany w 1938 roku. Nazywał się Pont Neuf i oczywiście przedstawiał słynny paryski most na Sekwanie. To olej na płótnie, nietypowy dla niego, kiedy młody Soulages był początkującym studentem na Akademii w stolicy Francji. Zwrot ku abstrakcji w jego twórczości, nastąpił – jak wiadomo, kilka lat później.
Obraz był własnością kuzyna Colette, żony malarza. A potem jego spadkobierców.
Pont Neuf to obraz trochę naiwny, bardzo młodzieńczy, Soulages miał 18 lat, kiedy go zaczął malować, nigdy nie był pokazywany w żadnej kolekcji, choćby w Rodez czy za granicą, jest też świadectwem jego drogi. Lecz Pont-Neuf na wystawie w Montpellier zabrakło. Wisi gdzieś pilnie i być może jest zazdrośnie strzeżony. Najstarsza praca w Musée Fabre pochodzi z 1945 roku.

Wystawa zestawia te wczesne prace z najnowszymi dziełami Pierre Soulagesa w duchu l’outrenoir. Odkrywamy oczywiście jego początki w czarnej bejcy lub smole, ale także niezwykle rozbudowane, architektoniczne płótna. Kolejne sale wystawy to „Pisanie i plastyczna cisza”, „Ten gwałtowny kolor” mówiące o światłocieniu, czy „Przestrzeń malarstwa”. Tematy są w zasadzie umowne, tworzące raczej edukacyjne podziały dla lepszego zrozumienia całości. To pokłosie jego dawnej wystawy w Beaubourgu, gdzie czerń zlewała się z czernią, a widz był zbyt znużony monotonią, aby dotrzeć do końca. Tutaj tego nie ma, obrazy są pokazane w szerszym kontekście, nie tylko własnym, ale też wobec wielu fascynacji artysty.

Mamy zatem kilka starych dzieł, przywołanych przez ciekawskie oko Soulagesa na sztukę Mistrzów, od Rembrandta (1606-1669) do Zurbarana (1598-1664), którego Świętą Agatę w Musée Fabre często oglądał. To upodobanie do takiego podglądania jest analogiczne do wędrówek młodego Francisa Bacona po francuskich muzeach i jego niezwykłą fascynacją Nicolasem Poussin. W przypadku Soulagesa mamy też bliskich mu fizycznie, bo znali się świetnie ze wspólnych wystaw jak Jean-Paul Riopelle, Hantaī i przede wszystkim Hans Hartung.

Przywołana jest ich przyjaźń. Hartunga poznał w 1947 roku na Salonie Niezależnych w Paryżu. Doceniając spontaniczność gestu niemieckiego artysty, Soulages przedstawił go kolekcjonerowi, asystentowi w Sztuk Pięknych w Montpellier, który miał kupić prezentowany teraz obraz. Zaprzyjaźnił się także z Anną-Evą Bergman (1909-1987), norweską towarzyszką Hartunga i malarką kompozycji „tellurycznych i kosmicznych”.

Michel Ragon, legendarny francuski krytyk sztuki, wspominał: „Było to przy okazji Salonu Odrzuconych, kuriozalnej wystawy, zaraz po wyzwoleniu, która funkcjonowała dlatego, że dla wielu artystów zabrakło miejsca na Salonie Jesiennym. Nie było także dla nich wstępu do galerii paryskich. Udałem się tam, aby zobaczyć kilku młodych, moich nowych przyjaciół. Byli wśród nich Hartung, Atlan i Schneider. Podszedł do mnie wtedy Hans Hartung i powiedział: popatrz na obrazy tego młodego, które wyglądają jakby je zrobił po raz pierwszy w życiu. Nazywa się Soulages…”

Pierre Soulages przyszedł na świat we własnym domu, przy 4 rue Combarel.
W jego życiu adresów było znacznie więcej. Z Rodez wyjechał na zawsze, lecz to miasto szczególnie traktował, tu mieści się przecież jego muzeum, a w którym odbywają się także wystawy innych, a jemu szczególnie bliskich. W ostatnim czasie pojawili się tam Yves Klein w niebieskich, czerwonych i czarnych monochromach, Férnand Leger, a także Philippe Geluck. I nie można zapominać o Geneviève Asse, mistrzyni monochromu i ciszy. Soulages miał siostrę Antoinette, która została później profesorem filozofii.

Kiedy Pierre miał sześć lat, zaczął rysować tuszem. Któregoś dnia narysował na papierze kilka czarnych kresek, ktoś jego zapytał: co to jest? On odpowiedział, że śnieg.
Rodez było wtedy miastem bardzo żywym, pełnym malarzy, rzeźbiarzy, garncarzy i różnych rzemieślników. Niektórzy z nich pracowali wprost na ulicy, a mały Pierre, bez przerwy wśród nich się kręcił. Znał też potężne menhiry, stojące przy Musée Fenaille. Kiedy miał dziesięć lat pojechał po raz pierwszy, podczas wycieczki szkolnej do opactwa w Conques, które wiele lat później stanie się częścią jego osobistej historii i miejscem jednego z najważniejszych projektów we francuskiej sztuce współczesnej.

Pierwszym malarzem, który za swojego życia miał wystawę w paryskim Musée National d’ Art Moderne był właśnie Pierre Soulages. Była to wystawa retrospektywna i miała miejsce pomiędzy 22 marca, a 21 maja 1967 roku. Jest taka anegdota, jak to André Malraux, podszedł wtedy do artysty i spytał: może pan wie, czy jest coś bardziej czarnego od czarnego? Soulages nie odpowiedział na to pytanie. Być może krępowała go osobowość Malraux, a może był nadto skromny. André Malraux po swojej śmierci miał pogrzeb narodowy. Jego zasługi dla francuskiej kultury są bezsporne. 2 listopada 2022 roku Pierre Soulages został pożegnany przez prezydenta Francji na dziedzińcu Luwru, gdzie święcił swój wielki triumf na stulecie urodzin w grudniu 2019 roku. Wcześniej, tego pośmiertnego zaszczytu, doznali tylko dwaj wielcy artyści: Georges Braque (w 1963) i Le Corbusier (w 1965). Les Hommages Nationaux. Tylko Francuzów stać na taki gest wobec swoich artystów.

Wśród pięknych kolekcji na wystawie znajduje się kilka prac z końca lat 50. XX wieku, w których kolor prześwituje pod grubą warstwą czerni. Pomagają nam one zrozumieć metodę Pierre’a Soulagesa, polegającą na pokrywaniu początkowych odcieni czerwieni i błękitu czarną warstwą. „Nacisk i kąt nachylenia ostrza skórzanego, które je zdrapuje, umożliwiają zarówno osadzanie, jak i usuwanie koloru” – wyjaśnia Michel Hilaire, kurator wystawy.

Przesuwając się od prawej do lewej po płótnach wiszących w salach muzeum, dostrzeżemy przejście od pierwszych, solidnych, murowanych dzieł do eksperymentów nad wydobywaniem światła i do Outrenoirów z 1979 roku. Te ostatnie wykonane są z kości słoniowej, czarnej farby rozprowadzonej grubą warstwą na całym płótnie. Ostrze do płaskich odcieni i pędzel do smug pozwalają nam dostrzegać nad tą kryjącą czernią, światło z ciemnego, monochromatycznego obrazu.
Począwszy od lat 80. XX wieku, Pierre Soulages stworzył liczne poliptyki, których poszczególne panele oddziałują na siebie poprzez grę faktur lub światła. Preferowaną przez Soulagesa metodą ich zawieszania był system linowy, który eliminował potrzebę stosowania listwy obrazowej z cokołem i gzymsem. Po raz pierwszy zastosował go w Houston na wystawie indywidualnej w 1966 roku.

Czarny. Niełatwo z czerni wydobyć inne kolory, a także światło. Potrafią tak malować tylko najwięksi mistrzowie. Zajmują jedną ławkę w dziejach sztuki współczesnej. Tak samo jest w poezji Haiku. W przypadku tej poezji mamy do czynienia zawsze z tym samym: naturą i zdarzeniami naturalnymi, a my, czyli widzowie znajdujemy się w centrum rzeczywistości empirycznej. Jesteśmy w środku natury. Dlatego nie możemy jej opisać w inny sposób. Tak jak rzekę Kiyotaki, niedaleko Arashiyama. Pamiętamy ten wiersz poety Bashō: Nurt Kiyotaki/Na fale padły świeże/Igły sosnowe. Rzeka i jej nurt. Symbol przemijania. Czym jest czerń z definicji? U Michela Pastoureau, najpierw była Ciemność przed Stworzeniem. Potem czerń symbolizowała wszelakie zło, diabła, siedlisko piekła. Lecz Pastoureau także dowodzi, że paleta czerni biegnie od ohydy po melancholię, wreszcie od pokory po elegancję. I tak jak czerń stała się kodem, etykietą w modzie, tak szarość, jako jej cząstka, stała się symbolem poetów.
W malarstwie czerń była albo kolorem podstawowym, albo zabawą, jak u Gauguina, który nadał jej nowe brzmienie. Ale to właśnie Pierre Soulages stworzył coś nowego, zdefiniował czerń odrębnie. Wymyślił l’outrenoir, a zatem wyszedł poza czerń, choć w niej pozostał.

Był świadkiem zdarzeń, które znamy tylko z literatury. Kiedy przybył do Paryża w wieku 27 lat, był to czas wielkiego osadnictwa awangardy. Surrealiści sprzątali po wojnie, Jean Dubuffet spotkał Michela Tapié, a Georges Mathieu, młodszy od niego o dwa lata, po raz pierwszy pojawił się na Salonie w stolicy Francji. Napisał wtedy: malarstwo nie musi przekazywać jakiegoś sensu, ale jest robione zawsze z sensem, świadomością i racją.
Tylko raz przyznał, że podziwia innego malarza. To był Robert Ryman. Od początku, kiedy pojawił się w Galerie Lydia Conti podziwiano tylko jego. Tak jest do dziś i pewnie pozostanie na wieki.
Pierre Soulages, La Rencontre, Musée Fabre, Montpellier, 2025












