Zdążyłem na końcówkę wystawy Jana Kucza w Galerii Browarna. Była ledwie fragmentem tego monumentalnego, minionego pokazu w Muzeum Sztuki w Łodzi, ale tamtego wydarzenia nie miałem okazji zobaczyć. Trasa Paryż – Warszawa – Łowicz, ożywiła teraz moje wspomnienie z 1988 roku, kiedy odwiedziłem, młodego malarza, Andrzeja Biernackiego, stojącego u progu swojej kariery. Napisałem wtedy dla tygodnika „Kultura” felieton „Notatki na marginesach”, będący refleksją o jego malarstwie. Między innym pisałem tak: „forma, znak – wszystkie te aspekty dobitnie dokumentują osobowość artysty, jego nieprzeciętny talent, własne nieskrępowane poszukiwanie twórcze. Ale warsztat i związane z nim poszukiwania wartości ekspresyjnych to jakby jeden, wycinkowy kadr twórczości malarskiej Andrzeja Biernackiego. Ważniejszy od umiejętności wyniesionych z pracowni akademickiej jest bodajże dar do tworzenia kreacji”.

Andrzej Biernacki, Galeria Browarna, 2025, fot. wSztuce

Zapewne się nie pomyliłem w tym proroctwie, bo dalsza droga ucznia Jacka Sienickiego pokazała kolejne ścieżki jego bogactwa twórczego. Stał się w międzyczasie, także twórcą i animatorem tego miejsca, do którego właśnie podążałem. Galerii Browarna. Bo dziś nie tyle o samym Biernackim, ile o jego tworzywie galeryjnym chciałem wspomnieć.

Czytam w tekście profesora Andrzeja Szarka o Janie Kuczu, że „kłócił się z życiem, czasem z Bogiem – o wartości. Przemawiał sztuką. To była jego mównica. Był komentatorem rzeczywistości. Zawsze gdzieś w drugim albo i trzecim planie dzieła. Mawiał, że kiedy widzi siebie w lustrze, to jest prawie pewny, że Bóg ma poczucie humoru. Umieć się śmiać z samego siebie to wstęp do wyobraźni, do pojmowania istoty dobra. Tu zaczyna się proces analitycznego widzenia i pojmowania świata. Poczucia humoru, ciekawości świata, a nade wszystko uczciwości. To wszystko – obok umiejętności – to abecadło artysty i człowieka”.

Jan Kucz, Nasza Demokracja Owoce Cywilizacji, Galeria Browarna 2025, fot. wSztuce

Jan Kucz (1936-2021). Dzieła wystawione w Galerii to: —nasza demokracja, — błazen, — owoce cywilizacji, — portret Grażyny, — wędrowiec, — pocerowane jabłuszka.

Nasza Demokracja – Owoce Cywilizacji. Wystawa to dialog. Samego Biernackiego, bo dokończył wystawę w Łodzi, która została zdjęta przez muzeum, dość nagle przed terminem jej formalnego zakończenia i samego Kucza niejako post mortem do własnej wystawy z Kordegardy w 1977 roku, o której pisała Wiesława Wierzchowska w recenzji: Jana Kucza dwie opowieści o człowieku. Tamten tekst, wybitnej osobowości w polskiej krytyce artystycznej jest swoistą klamrą, spinającą kilka późniejszych zdarzeń w życiu tego artysty. Dodajmy postaci charyzmatycznej w sztuce polskiej. A spina praca dydaktyczna w Akademii, pokaz na Biennale w Wenecji, dzieła pomnikowe (te w przenośni i dosłownie).

Jan Kucz, Nasza Demokracja Owoce Cywilizacji, Galeria Browarna, 2015, fot. wSztuce

Jan Kucz: „społeczeństwa nabrały rozpędu, by realizować odwieczne potrzeby posiadania. Mieć to być!? Daj Boże, by po okresie realizacji tych marzeń(…) człowiek był jeszcze zdolny do refleksji, miał potrzebę i umiejętność wartościowania, aby mu nie zabrakło wyobraźni i fantazji, aby głaz dosłowności nie odebrał mu szansy wzniesienia się na poziom, z którego wszystko widać inaczej”.

Jan Kucz, Nasza Demokracja, Owoce Cywilizacji, Galeria Browarna, 2025 fot. wSztuce
I słowa Biernackiego: „Wczoraj, wraz z najbliższą rodziną Jana Kucza (1936-2021), żoną Grażyną – malarką, synem Konradem – grafikiem i kompozytorem, oraz prof. Andrzejem Szarkiem, rzeźbiarzem, uczniem i przyjacielem Kucza, otworzyłem wystawę tego, charyzmatycznego mistrza polskiej i światowej rzeźby współczesnej. Wystawa miała za zadanie przybliżyć wielkiej miary zjawisko artystyczne, jakim jest dorobek Kucza, wciąż poszerzającym się kręgom odbiorców, ale jednocześnie przypomnieć i uzmysłowić prymitywny, prostacko odwetowy gest zamknięcia zeszłorocznej odsłony wystawy dorobku tego wielkiego rzeźbiarza w Muzeum Sztuki w Łodzi. Zamknięcia jej grubo przed czasem planowego zakończenia, będącego manifestacją porachunków środowiskowych i -wprost- pospolitego chamstwa rozpostartego na najwyższych szczeblach aktualnej resortowej „władzy”. Gest, z detalami potwierdzający intuicję jednego z moich mistrzów, nestorów malarstwa ASP w Warszawie, który o współczesnych kuratorach i wszystkich innych teoretykach/obsługiwaczach twórczości, którzy obsiedli publiczne instytucje sztuki jak muchy łajno i dokładnie w tym samym celu, zwykł mawiać: „Sztuka, to śmiertelnie chory pacjent, którym zajęli się grabarze”
Jan Kucz, Nasza Demokracja, Owoce Cywilizacji, Galeria Browarna 2015, fot. wSztuce

Wystawa Kucza jest jak zagubiona perła, gdzieś na polinezyjskiej plaży. Odnaleźć ją to dar.

A wszystko, włącznie z cytowanymi fragmentami, dzięki uprzejmości Andrzeja Biernackiego. Za oprowadzenie po wystawie dziękuję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj