Mickalene Thomas jest obecnie na ustach wszystkich. Szturmem zdobywa kolejne muzea, udziela wywiadów prestiżowym gazetom i otwarcie mówi o potrzebie obalenia europejskiego kanonu sztuki. Jej celem jest jedno: przywrócić ciemnoskórym kobietom należne im miejsce w historii sztuki.  Aby to zrobić, sięga po ikony typu Édouard Manet i tworzy swoją własną wizję lunchu na trawie (Le déjeuner sur l’herbe). Zamiast białych przedstawicieli klasy średniej maluje ciemnoskóre kobiety mówiące: „teraz jest mój czas. Twój się skończył”.

Mickalene Thomas, „Le déjeuner sur l’herbe: Les Trois Femmes Noires”, 2022, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

Po sukcesie w Los Angeles i Filadelfii, przekrojowa wystawa „All About Love” pokazująca twórczość Mickalene Thomas poprzez jej fotografie, kolaże oraz instalacje dotarła do Londynu, gdzie można ją obejrzeć w Hayward Gallery.

W ostatnich latach jesteśmy świadkiem znaczącej zmiany jaka zaszła na rynku sztuki w stosunku do ciemnoskórych artystów. Wzrost zainteresowania ich twórczością, zarówno ze strony publicznych jak i prywatnych galerii, dywersyfikacja kolekcji muzealnych, a także coraz większa liczba wystaw czarnoskórych twórców, wpisuje się w obecny trend dążący do złamania dotychczasowego sposobu patrzenia na europejski kanon sztuki. Obecnie w Londynie, odbywa się kilkanaście wystaw pokazujących twórczość ciemnoskórych artystów takich jak choćby: Donald Rodney, Claudette Johnson, Mickalene Thomas, Noah Davis, Aneesa Dawoojee, Jack Kabangu czy Muzae Sesay. Jest to wyraźny sygnał, że czas sztuki tworzonej wyłącznie przez białych artystów zakończył się.  Że nastała era multikulturowości w sztuce.

Mickalene Thomas, „December 1950”, 2023, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

Wśród wymienionych wyżej artystów, prawdziwym buntownikiem jest jednak Mickalene Thomas, która jako jedyna wypowiada europejskiej sztuce otwartą wojnę.  Jej twórczość jest swoistego rodzaju zemstą na kanonie ustanowionym przez białych artystów. Jest policzkiem wymierzonym zastanemu porządkowi. Ale czy skutecznym? Raczej nie. Ze wszystkim bowiem z czym artystka walczy i czemu się przeciwstawia, czyli wykluczeniem na tle rasowym i płciowym jest dokładnie tym, co sama stawia na piedestale w swoich pracach. Zmienia jedynie optykę.

Jej prace, pozbawione całkowicie białych osób oraz mężczyzn, koncentrują się wyłącznie na czarnych kobietach. W większości przypadków, lesbijkach. Przez to jej twórczość jest o wiele bardziej wykluczająca niż kanon, z którym walczy. Twórczość Mickalene Thomas jest w nieustannej kontrze do wielkich mistrzów. Reinterpretując Henri Matisse’a, Pablo Picassa, czy Édouarda Maneta, artystka doskonale wie, co chce osiągnąć. Chce szoku i zwrócenia uwagi, która nigdy by nie nastąpiła, gdyby nie było tych referencji. Jest to jeden z najprostszych sposobów, którymi posługują się raczej artyści, nie mający pomysłu na siebie niż ci z ambicjami, aby zmienić świat.

Mickalene Thomas, „Sleep: Deux femmes noires”, 2012, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

W tym przerysowywaniu historycznych obrazów Mickalene Thomas nie jest jednak sama. Romare Bearden – czarnoskóry malarz z Nowego Jorku w swojej twórczości również wykorzystuje ikoniczne dzieła takich artystów jak Reynolds, Gainsborough, Tycjan czy Ingres, choć jego cel jest inny niż Mickalene.  Bez wątpienia Thomas ma zdolność do pracy z różnymi, wymagającymi materiałami. W swoich pracach wykorzystuje fotografie, tkaniny, sztuczne kamienie, drewno oraz farby olejne i akrylowe. Oczekiwalibyśmy więc od niej czegoś więcej niż tylko dziecinnej walki w postaci przemalowywania znanych obrazów. To droga na skróty, która niczym fajerwerki zachwycają w sylwestra, ale tydzień później, nikt już o nich nie mówi.

Mickalene Thomas, „A Little Taste Outside of Love”, 2007, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

Thomas próbuje ustawić „nowy porządek” świata, ale w tym podejściu niestety nie ma nic nowatorskiego, gdyż wszystko co robi, odwołuje się do „starego porządku”. O wiele większym wyłomem w dziejach historii sztuki byłoby, gdyby ustanowiła ona, niczym Picasso i Braque, nowy kierunek sztuki, zrewolucjonizowała całkowicie podejście do portretowania osób lub choćby śladem swoich wielkich poprzedników napisała manifest. Niestety, tego tutaj nie ma. Mamy za to silne odwołania do obrazów, które kiedyś, niczym bomba rozbiły zastany system. Powtórzenie tego nie jest proste, a już z pewnością nie za pomocą zamieniania białego na czarne. Zabieg artystki, aby z „Le Déjeuner sur l’herbe” Maneta zrobić „Le Déjeuner sur l’herbe: Les Trois Femmes Noires” wydaje się być niewystarczającym, aby zrobić prawdziwą rewolucję. Nie wystarczy mężczyzn zamienić na czarne kobiety, aby uzyskać ten sam efekt, który był udziałem Maneta. Podobnie jest przypadku „A Little Taste Outside of Love”, kiedy Thomas kreuje swoją własną wersję „La Grande Odalisque” Ingresa. Zamiast białej modelki mamy czarną, ułożoną w niemal identycznej pozie. W przypadku oryginału w tle obrazu widzimy tkaniny nawiązujące do kultury Orientu, w kolażu Thomas mamy mix współczesnych i afrykańskich tkanin. Na tym kończą się różnice. Kurator wystawy „All About Love” tłumaczy ten zabieg potrzebą zabrania modelki ze świata męskiej fantazji i umieszczenie jej w przestrzeni wzajemnego poszanowania i zaufania, jaka zachodzi między dwoma kobietami – artystką i jej modelką. To oczywiście jednostronna opinia, nasączona współczesną karykaturą feminizmu, który potępia męskie fantazje, a gloryfikuje kobiece. Artysta nie ma prawa wyobrażać sobie nagich kobiet ani tym bardziej ich malować, gdyż z jego strony będzie to zawsze akt przemocy, mający na celu uprzedmiotowienie kobiety.

Mickalene Thomas, „Nus Exotique #2”, 2023, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

W przypadku kobiet artystek sytuacja jest diametralnie inna. Malowanie przez nie nagich modelek jest aktem wyzwalającym oraz hołdem złożonym kobiecemu ciału. Thomas maluje swoją nagą kochankę Mayę i tym samym przywraca jej i jej podobnym ciemnoskórym kobietom miejsce w historii malarstwa. Lucian Freud maluje akty swoich partnerek i córek i fala feministycznego oburzenia wylewa się na niego z siłą podwójnego tsunami.

W centrum twórczości Mickalene Thomas stoi kobieta i to ciemnoskóra kobieta. Patrzy widzowi prosto w oczy. Jest pewna siebie, gdyż wie, że nie musi już o nic walczyć. Teraz jest bowiem czas. Siedzi na tronie świata, który przez wiele wieków był poza jej zasięgiem.  Artystka, aby osiągnąć to wrażenie „władzy” sięga po sztuczne kamienie, które pojawiają się prawie we wszystkich jej kolażach. Widzimy je na włosach modelek, na ich ustach, ciele, zębach i ubraniach. Widzimy je na otaczających je tkaninach. Są wszechobecne. Błyszczą w reflektorach światła, nadając kolażom Thomas wrażenia zdjęć zrobionych na dyskotece w latach 80. Zadaniem sztucznych kamieni jest imitacja. Być może więc ich obecność w pracach Thomas ma o wiele głębsze znaczenie niż tylko nadanie im sztucznego blasku. Są tak naprawdę kwintesencją jej twórczości. Thomas imituje wielkich mistrzów z taką samą precyzją z jaką cyrkonie naśladują diamenty.

Mickalene Thomas, „June 1976”, 2022, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

Mickalene Thomas swoją artystyczną narracje opiera na koncepcji Laury Mulvey, która w swoim eseju Visual Pleasure and Narrative Cinema z 1975 roku używa określenia „męskie spojrzenie”, które uprzedmiotawia kobietę w kulturze wizualnej, zwłaszcza w filmie i w malarstwie. Mulvey argumentuje, że kobiety często przedstawiane są jako bierne obiekty pożądania, mające zaspokoić męskie fantazje lub osoby emocjonalnie zależne od swoich „panów”. Bell Hooks idzie o krok dalej mówiąc, iż „męskie spojrzenie” jest formą fallocentrycznej władzy, która uprzywilejowuje białych mężczyzn i ciemięży czarne kobiety.

Thomas pragnie rzucić wyzwanie temu „męskiemu spojrzeniu” zastępując go waginocentryczną perspektywą. Dzięki temu, jej naga modelka ma więcej w sobie godności niż kobieta pozująca dla Freuda. W teorii, być może ta idea mogłaby się obronić, w praktyce, okazuje się całkowitą klęską. Zwłaszcza, że Thomas ustawia je w tych samych pozach.  Porównując jej akty z aktami namalowanymi przez męskich artystów nikt o zdrowych zmysłach nie jest w stanie zobaczyć tej różnicy. Być może dlatego, że jest czystym konstruktem teoretycznym nie mającym żadnego zastosowania w praktyce. Argument Mickalene, że jej modelki patrzą wprost na widza, podczas gdy kobiety malowane przez mężczyzn spuszczają wzrok, jest nie tylko niedorzeczny, co całkowicie niezgodny z prawdą. Wystarczy przywołać „La Maja des nuda”, Francisco de Goya, „Olympię”, Édouarda Manet, czy „Girl with a White Dog” Luciana Freuda, aby zobaczyć, iż każda z modelek patrzy wprost na widza i żadna z nich nie wygląda na ofiarę. Wręcz przeciwnie.

Mickalene Thomas, zdjęcie, do wykonania kolażu „Le déjeuner sur l’herbe: Les Trois Femmes Noires, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

Proces kreatywny Thomas zaczyna się od robienia zdjęć swoim modelkom. Artystka przykłada dużą rolę do tego, aby czuły się one komfortowo w jej pracowni, którą na czas sesji zmienia w przytulny buduar. Bez wątpienia różni się ona w tym podejściu od Luciana Freuda, który malował swoje muzy raczej w spartańskich warunkach, wynagradzając im te niedogodności długimi rozmowami, które, jak potem wspominały, miały terapeutyczny wpływ na ich późniejsze życie. Stały się bardziej pewne siebie i swojego ciała. Czuły się wolne od wszelkich kompleksów. Lucian był nie tylko piekielne inteligentny, ale był też świetnym psychologiem. Zafascynowany zarówno ludzką duszą jak i ciałem, swoją fascynację pozbawioną jakichkolwiek uprzedzeń przelewał na swoich modeli dając im na koniec sesji coś więcej niż tylko olej na płótnie. Lucian, w przeciwieństwie do Thomas nigdy nie fotografował swoich modeli ani nie malował ze zdjęć. Dla Thomas są one materiałem wyjściowym. To na ich podstawie dokonuje ona później szkicu, który pokrywa farbami oraz sztucznymi kamieniami tworząc w ten sposób pożądane kształty. Praca z takim materiałem wymaga nie tylko nieprawdopodobnej cierpliwości i precyzji, ale także wyczucia kolorów i tekstury materiału, który zamierza się odtworzyć.

Mickalene Thomas, fragment wystawy „All About Love”, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

Oprócz referencji do wielkich malarzy XIX i XX wieku, Thomas również sięga po wizerunek kobiety w magazynach, który w większości przypadków jest estetycznie zmodyfikowany tak, aby zaspokajał męskie pragnienia. Seria kolaży „Nus Exotiques #2” zapożycza swój tytuł z francuskiego magazynu z lat 50. pokazującego akty czarnoskórych modelek w obiektywie włoskiego fotografa Paula Facchetti. Thomas wykorzystuje wspomniane fotografie w swoich kolażach, nadając im jednak nowe znaczenie. Pierwotnie przeznaczone dla białych mężczyzn, w rękach artystki przechodzą transformacje, stając się nowymi kobietami widzianymi z perspektywy czarnoskórej osoby queer. Każda postać otoczona jest abstrakcyjnymi kształtami mającymi zmienić zwykłą fotografię w dzieło sztuki. Zdjęcia drukowane są bezpośrednio na metalu, a poszczególne elementy kompozycji są najpierw wycinane, a następnie nakładane jedna na drugą, tworząc w ten sposób wielowymiarową strukturę. Na tak uzyskaną formę artystka nakłada swoje charakterystyczne sztuczne kamienie wprowadzając do kolażu nową formę światła i blasku. W odróżnieniu od oryginału, ciało modelki przechodzi transformację: z obiektu pożądania staje się obiektem podziwiania. Przynajmniej taki był zamysł artystki. Patrząc na jej kolaże mamy do czynienia z podobnym rodzajem „sztuczności”. Nie wystarczy bowiem domalować do zdjęcia modelki pozującej do męskich magazynów, kilku artystycznych elementów, aby zmienić przekaz zdjęcia. Kontekst pozostaje bowiem ten sam, nawet jeśli jest on sztucznie zmodyfikowany.

Mickalene Thomas, „Portret of Maya #8”, 2015, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

Kolejną próbą zmierzenia się Mickalene z kanonem jest „Sleep: Deux Femmes Noires”, która przywołuje obraz „Le Sommeil” Gustave’a Courbeta, przedstawiającego dwie białe kobiety śpiące razem w intymnym uścisku oraz „Untitled 10” nawiązującą do obrazu Picassa „Tête de femme” z lat 60. W pierwszym przypadku odpowiedzią Thomas są dwie Afroamerykanki leżące w podobnej pozycji, namalowane jednak nie w sypialni, ale pośrodku abstrakcyjnego pejzażu podkreślającego ich związek z dziką naturą, w drugim, gigantycznych rozmiarów kolaż będący połączeniem kubistycznego portretu z elementami charakterystycznymi dla twórczości Mickalene Thomas.

Prace artystki, a zwłaszcza jej kolaże, są gigantyczne. Ten wybór nie jest bez powodu. Thomas doskonale zdaje sobie sprawę, że format obrazu ma ogromne znaczenie i że niejednokrotnie siła jego oddziaływania na widza zależna jest od jego wielkości. Postacie na jej pracach są bardzo często naturalnej wielkości co w połączeniu z materiałami, z którymi pracuje daje wrażenia wszechobecności i trójwymiarowości przedstawionej na nich postaci. Widać tutaj echo decyzji Picassa, który zrobił wyłom w sztuce malując gigantyczne „Les Demoiselles d’Avignon”.

Mickalene Thomas, „Untitled #12”, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

Z pewnością nie można przejść obojętnie wobec tej artystki urodzonej w Camden, New Jersey w 1971 roku, która zanim zdecydowała się być artystką, studiowała prawo i myślała o karierze prawniczej. Jej głos jest wyraźny i zdecydowany. Nikt nie ma wątpliwości, co chce nam przekazać poprzez swoją twórczość.  Sama o swoje sztuce mówi, że odnosi się ona głównie do sztuki afrykańskiej zwłaszcza w kontekście użytych kolorów i kompozycji przestrzeni oraz że na jej prace miała ogromny wpływ twórczość Romare’a Beardena. Sprzeciwia się europejskiemu sposobowi przedstawiania kobiet, uważając go za uprzedmiotawiający. Ignoruje przy tym jednocześnie fakt, w jaki sposób kobiety były przedstawiane w tradycyjnej sztuce afrykańskiej, która nie widziała niczego złego w wyolbrzymianiu, aż do granic karykatury, ich piersi, brzucha i pośladków.

Thomas zdaje się również nie dostrzegać, że jedyna funkcja jaka jest przypisywana kobietom w kulturze afrykańskiej to rozrodczość. Wystarczy spojrzeć na drewniane figurki, które są dostępne w każdym muzeum etnograficznym na świecie.  Jakoś z tym Thomas nie walczy, nie próbuje zreformować kultury afrykańskiej, jednak czuje głębokie powołanie, aby zrobić rewoltę w kanonie europejskim.

Mickalene Thomas, „Left Behind #2”, 2014, Hayward Gallery, Londyn. Fot.@wSztuce 2025

Artystka głęboko wierzy, że Kubizm jest sztuką afrykańską i oburza się, gdy nikt nie nazywa jej prac obrazami, mimo, że z formalnego punktu widzenia są kolażami. Jej wizja feminizmu oraz pragnienie eksponowania czarnoskórych kobiet w sztuce wpisuje się w obecny marketingowy trend, który napędza sprzedaż biletów na wystawy, na które przychodzą głównie zwolennicy obalenia białej supremacji.

Prawdziwa sztuka afrykańska nie musi się dowartościowywać ani porównywać z kanonem europejskim, który został stworzony w konkretnym miejscu geograficznym przez określoną grupę osób. Może i powinna rozwijać się autonomicznie tworząc swój własny kanon, ruchy i manifesty. Nie musi udawać kogoś kim nie jest. Może czerpać z dziedzictwa „europejskich ruchów”, które od zawsze interpretowane był przez różne kultury czego dowodem jest między innymi rozwój surrealizmu w Japonii. Świat sztuki jest bowiem na tyle wielki, że pomieści nie jeden, a kilka równoległych kanonów.

Mickalene Thomas: All About Love, Hayward Gallery (Southbank Centre), do 5 maja 2025

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj