Adolf Hitler chciał być malarzem. I to wielkim. Mimo dwóch nieudanych prób dostania się na wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych, nigdy nie zwątpił, że wie na czym polega sztuka i jaką rolę powinna pełnić w społeczeństwie. Tłumom zgromadzonym w 1935 roku w Norymberdze mówił: „Nie jest misją sztuki taplanie się w brudzie dla samego brudu, malowanie człowieka tylko w stanie rozkładu, rysowanie kretynów jako symboli macierzyństwa lub przedstawianie zdeformowanych idiotów jako przedstawicieli męskiej siły”. Sztuką, według Führera, były idylliczne obrazy balansujące na granicy pomiędzy kiczem, a utopijną wizją świata, pełnego doskonałych, aryjskich ciał.

Wystawa „Entartete Kunst” w Monachium, 1937. Fot. Archiwum

Dziewięćdziesiąt lat później, taka wizja sztuki wciąż przemawia do „znawców”, dla których portret damy w falbaniastej sukni, sceny z chłopami czy realistyczne miejskie pejzaże, na których dom wygląda jak dom, a ulica jak ulica, są kwintesencją „prawdziwej sztuki”.

W 1937 roku, dwa lata po wspomnianym przemówieniu, w Monachium, za sprawą Adolfa Zieglera, otwarto wystawę prezentującą „Sztukę Zdegenerowaną”, czyli nie zasługującą na miano czystej sztuki, według nazistowskich standardów. Potępiono na niej komunistów, pionierów abstrakcji, a zwłaszcza ekspresjonistów z drezdeńskiego ruchu Die Brücke. Przedstawiano ich jako chorych, toksycznych artystów, a ich twórczość jako wynaturzenie, przypominające raka na zdrowym ciele.

Adolf Hitler na wystawie „Entartete Kunst” w 1935. Fot. Archiwum

Była to jedna z najbardziej haniebnych wystaw XX wieku. Ale była również, jedną z najbardziej odwiedzanych – zobaczyło ją ponad dwa miliony ludzi – a jej skutki są odczuwalne do dzisiaj, kiedy kwestionuje się sztukę współczesną, nazywając „idiotycznymi bohomazami”. Obejmowała ona 650 dzieł sztuki skonfiskowanych z trzydziestu dwóch niemieckich muzeów. Dla narodowych socjalistów termin „zdegenerowany” odnosił się do każdego rodzaju sztuki, który był niezgodny z ich ideologią lub propagandą. Określano tak całe ruchy, w tym ekspresjonizm, dadaizm, surrealizm, kubizm i fowizm. Wielu najbardziej utalentowanych artystów zostało oficjalnie potępionych i zniesławionych.

Emil Nolde, „Stilleben mit Holtzfigur”, 1911, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

Hitler uważał, że sztuka nowoczesna jest obrazą zdrowego rozsądku. W przewodniku po wystawie napisał we wstępie, że sztuka, której zrozumienie wymaga „pompatycznych instrukcji obsługi”, będzie odtąd odrzucana, aby Niemcy nie czuli się już zmuszeni do tolerowania „tak bezczelnych i głupich bzdur”. Wszystko więc powinno być piękne i łatwe w pojmowaniu, w myśl fastfoodowej idei łatwo przyswajalnego pokarmu imitującego prawdziwe jedzenie.  Pokusa podziwiania sztuki miałkiej i cukierkowatej trwa nadal, podtrzymywana przy życiu przez kolejne pokolenia mylące kicz z folklorem. Co prawda nie wyśmiewa się już dzisiaj publicznie artystów „niewygodnych”, ale dyskretnie blokuje się ich udział w wystawach. Cenzura sztuki „niewygodnej” istnieje nadal, choć w innej bardziej zawoalowanej formie. Sztuka była, jest i będzie nierozerwalnie połączona z polityką. Jest komentarzem, często w kontrze do obowiązującej linii.

Ernst Ludwig Kirchner, „Die Straße”, 1913, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

I być może, jako swoiste memento dla opisania roli sztuki w polityce, Paryż postanowił przywołać monachijskie wydarzenia w Muzeum Picassa poprzez wystawę „L’art dégénéré: Le procès de l’art moderne sous le nazisme”, która jest próbą rekonstrukcji wspomnianej „Entartete Kunst” z 1937 roku, jak również, kolejnym krokiem w stronę ukazania retoryki, która zniszczyła życie tak wielu artystów. Retoryki, której potencjalnego odrodzenia nie możemy lekceważyć.

Otto Dix, „Bildnis des Malers Franz Radziwill”, 1928, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

Sformułowania „sztuka zdegenerowana” używali Naziści w swoich propagandowych kampaniach mających na celu zniszczenie ówczesnej sztuki współczesnej. Sama koncepcja degeneracji – idei, że artyści mogą cierpieć na zaburzenia patologiczne, a ich sztuka może być nie tylko zła, chora, a nawet zaraźliwa – była szeroko dyskutowana w epoce Bismarcka, przede wszystkim przez austriacko-węgierskiego lekarza i krytyka Maxa Nordaua, który w swojej książce Entartung („Degeneracja”) z lat 1892–1893 ostrzegał, że każde społeczeństwo może ulec zepsuciu pod wpływem niektórych idei piękna i cnoty. „Degeneraci nie zawsze są przestępcami, prostytutkami, anarchistami i jawnymi szaleńcami, często są to pisarze i artyści” – twierdził Nordau. Jego teorie na temat sztuki i choroby znalazły odzwierciedlenie w nazistowskiej ideologii rasowej, oraz w Mein Kampf – mimo że, co jest jedną z najbardziej brutalnych ironii współczesnej historii sztuki, Nordau był nie tylko Żydem, ale także zagorzałym syjonistą i został pochowany w Tel Awiwie.

Karl Hofer, „Amies”, 1923-1924, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

Systematyczne wyśmiewanie i szkalowanie artystów trwało ponad dziesięć lat, od momentu przejęcia władzy przez Hitlera w 1933 roku aż do zakończenia wojny w 1945 roku.  Podczas tej dekady, ponad 1400 artystów zostało upokorzonych, wystawionych na publiczne pośmiewisko, zdegradowanych z uczelni, podobnie stało się z wieloma dyrektorami placówek muzealnych i galerii. Zakazano im wystawiania prac, zaszczuto i zmuszono do życia na wygnaniu. Ich dzieła, będące wówczas w posiadaniu publicznych kolekcji, zostały zarekwirowane i pokazywane na tendencyjnych wystawach ku uciesze niemieckiego ludu. Pod nazistowskim ostrzałem znaleźli się nie tylko niemieccy artyści tacy jak Emil Nolde, George Grosz, Otto Dix, czy Ernst Ludwig Kirchner, ale także twórczość Pablo Picasso, Vincenta Van Gogha, Marca Chagalla czy Paula Klee.

Georg Grosz, „Metropolis”, 19216-17, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

Otto Dix, który jako żołnierz podczas pierwszej wojny światowej został odznaczony Żelaznym Krzyżem, stał się celem nazistowskiej propagandy. Jego doskonałe dzieła były systematycznie niszczone przez reżim. Jedno z nich: „Kriegskrüppel” z 1920 roku zostało uznane za niewystarczająco patriotyczne i tym samym wydano na nie wyrok. Zanim jednak do tego doszło, obraz pokazano najpierw na wystawie w Dreźnie w 1933, a następnie na „Entartete Kunst” w Monachium, po czym go zniszczono. Na paryskiej wystawie można aktualnie zobaczyć animację autorstwa Yael Bartana, izraelskiej artystki, która rekonstruuje wspominany obraz, rekompensując, do pewnego stopnia, jego nieobecność na wystawie. – „Kiedy teraz pracujesz, to tak jakbyś pracował dla przyszłego stulecia, bo dla dzisiejszych urzędników jesteś potworem i obrzydliwością” – mówił Dix.

Rudolf Belling, „Porträt Toni Freeden”,1925, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

Dla Nazistów wrogiem numer jeden był Modernizm i to we wszystkich swoich formach od ekspresjonizmu do abstrakcji, od Dada po Nową Rzeczowość. Nazistowska rewolucja kulturalna postawiła sobie za cel „oczyszczenie” sztuki z „idiotów”, „chorych psychicznie”, kryminalistów”, „spekulantów”, „Żydów” oraz „bolszewików”, aby w ten sposób utorować drogę „zdrowej” sztuce pokazującej piękno rasy niemieckiej, w myśl zasady „najpierw zdemonizuj ludzi, a potem ich zniszcz”.

„Degeneracja” była pojęciem płynnym, stosowanym w odniesieniu do szerokiego grona artystów, a ich losy były tak różnorodne, jak ich obrazy. Emil Nolde, członek partii nazistowskiej, którego autobiografia jest pełna antysemickich treści, pisał listy do Führera tłumacząc mu, iż jego obrazy są jak najbardziej niemieckie, mimo to jego twórczość została zaliczona do sztuki degenerackiej.

Paul Klee, „Rythmus der Fenster”,1920, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

W 2019 roku Kanclerz Niemiec Angela Merkel zdjęła ze ścian swojego gabinetu dwa obrazy olejne Emila Nolde pod pretekstem przekazania ich na wystawę “Emil Nolde. A German Legend: The Artist During the Nazi Regime”. Jedni uznali ten gest za symboliczny, a inni jak profesor Bernhard Fulda z Uniwesytetu Cambridge wyrazili swoją wątpliwość mówiąc: „Gdyby Angela Merkel miała zdjęcie orła siedzącego na swastyce, powiedzielibyśmy 'Whoa, co się dzieje?’” „Ale w przypadku Nolde, to w dużej mierze kwestia tego, co z tym zrobisz. Mogła przecież powiedzieć: Niemiecka przeszłość jest złożona. Jest wina, jest współudział, jest odwracanie wzroku, ale jest piękno”.

El Lissitzky, „Construction”,1920, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

Paul Klee został zwolniony z posady nauczyciela w 1933 i uciekł do rodzinnej Szwajcarii, Dix ukrywał się na niemieckiej prowincji, Beckmann zbiegł do Holandii, a następnie do Ameryki. Grosz też wyemigrował zza ocean, gdzie uczył potem malarstwa. Kokoschka, przebywający w Wielkiej Brytanii, z dumą namalował swój „Autoportret jako artysta zdegenerowany”. Kirchner popełnił samobójstwo, a Freundlich został zamordowany w obozie koncentracyjnym w Sobiborze. Otto Freundlich ukrywał się w Pirenejach, oczekując na fałszywe papiery, aby uciec do Hiszpanii i dalej do Stanów Zjednoczonych. Został wydany żandarmerii przez mieszkańców wioski, gdzie się ukrywał. Został zabity natychmiast po opuszczeniu transportu z obozu w Drancy pod Paryżem, gdzie trafił po aresztowaniu przez Francuzów. Dzisiaj jego obrazy zdobią kolekcje najważniejszych muzeów na świecie. Są niemym krzykiem skierowanym do każdego z nas. Są świadkami niebezpiecznej ideologii, na którą żaden naród nie jest odporny.

Pablo Picasso, „Livre, compotier et mandoline”,1924, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

W 1937 roku komisja pod przewodnictwem Adolfa Zieglera, ulubionego malarza Hitlera, otrzymała zadanie oczyszczenia niemieckich muzeów ze zdegenerowanej sztuki. Ponad 650 z tych, skonfiskowanych dzieł znalazło się na monachijskiej wystawie, otwartej dzień po ekspozycji sztuki niemieckiej zorganizowanej przez Hitlera w specjalnie wybudowanym Haus der Deutsche Kunst. Podczas gdy dzieła sztuki prezentowane na Wielkiej Wystawie Sztuki Niemieckiej wisiały w neoklasycystycznych przestrzeniach, na wystawie sztuki zdegenerowanej, obrazy przylegały ściśle obok siebie, otoczone szyderczymi napisami, takimi jak „szaleństwo staje się metodą” lub „objawienie żydowskiej duszy rasowej”, tworząc wrażenie chaosu i opętania, towarzyszącemu osobom z zaburzeniami psychicznymi.  Potęgowało to wrażenia szaleństwa i zguby, przed która należy się bronić.

Oscar Kokoschka, „Alter Mann”,1909, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

Muzeum Picassa nie odważyło się na całkowitą rekonstrukcję ani stylu eksponowania obrazów, ani tym bardziej antysemickich napisów. Z takim podejściem można i należy dyskutować. Jeśli celem wystawy było pokazanie artystów, których twórczość wszyscy znamy na pamięć, w konkretnym kontekście historycznym, to ten kontekst powinien mocno wybrzmieć, nawet jeśli jest on bolesny i nie do zniesienia dla współczesnego odbiorcy.

Otto Dix, „Gasmaske”,1916, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

Jeśli cenzurujemy wystawę ograniczając się do kilku słów komentarza napisanych na ścianach, to cała wystawa traci sens. Staje się zwykłą wystawą pokazującą obrazy wybitnych artystów XX wieku. Ale czy o to chodziło? Paradoksalnie „bohaterami” tej wystawy, nie jest sztuka czy artyści ją tworzący, ale fanatyczna ideologia i jej tragiczne konsekwencje, których niszczycielskie skutki, niczym komórki rakowe, przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie. To powinno wybrzmieć. Zwłaszcza teraz, kiedy jesteśmy wszyscy świadkami zmian geopolitycznych, wystawa ta powinna być głosem ostrzeżenia, a nie kolejną, piękną ekspozycją pokazywaną w jednym z najwspanialszych miast świata. Muzeum Apartheidu w Johannesburgu posiada dwa wejścia: dla białych i czarnych osób. To okrutne, bolesne i upokarzające. Ale taki był apartheid. Doświadczenie fizycznych podziałów przez zwiedzających daje im możliwość przeżycia o wiele większego spektrum emocji niż samo czytanie o nich. Takiego doświadczenia zabrakło w Muzeum Picasso.

Georg Grosz, „Abends”, Musée National Picasso-Paris. Fot. @wSztuce 2025

Sztuka współczesna rzadko znajduje uznanie w oczach społeczeństwa i jeszcze rzadziej w oczach osób sprawujących władzę. Budzi kontrowersje, jest niezrozumiała, mimo że dotyka bieżących zagadnień, staje w kontrze do utartych schematów interpretowania świata. Jest wyzwaniem rzuconym schematycznemu myśleniu i ciosem wymierzonym w kiczowate pejzaże skąpane w cukierkowate zachody słońca. Dzieła pokazywane na paryskiej wystawie są kwintesencją sztuki współczesnej. Grosz, Kokoschka, Klee, Kandinsky, Dix, Picasso, Van Gogh, Corinth, Kirschner, Meidner i wielu innych są głosem prawdziwej sztuki, która kwestionuje i pyta, ale nie wydaje wyroków. Te, pozostawia widzom.

Katalog z pierwszej wystawy „Entartete Kunst” w Monachium, 1937. Fot. @wSztuce 2025

 „Narodzie niemiecki, przyjdźcie i sami osądźcie!” – ogłosił Ziegler na otwarciu wystawy „Sztuka zdegenerowana” w 1937 roku. Dzisiaj naród nadal osądza. Jednak już nie według narzuconej mu odgórnie rządowej propagandy, ale według infantylnych recenzji pisanych przez przypadkowe „miłośniczki sztuki” i równie amatorskich książek, których lektura przypomina bardziej czytanie Danielle Steel niż Clementa Greenberga.

Sztuka Zdegenerowana, L’art dégénéré : Le proces de l’art moderne sous le nazisme. Do 25 maja 2025. Musée Picasso, Paris

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj