W czasach, kiedy kwestionowanie prawd oczywistych jest przejawem “moralnej odwagi”, zmierzenie się z geniuszem Picassa wydaje się być zadaniem karkołomnym. Jego twórczość nadal dokonuje wyłomu w ludzkich umysłach, budzi skrajne emocje, zarówno w wśród krytyków sztuki jak i przeciętnych odbiorców. Jest jak wylewającą się z wulkanu lawa pochłaniająca wszystko, co napotka na swojej drodze. Po erupcji bowiem, nic już nie jest takie samo. Krajobraz zostaje zmieniony, zniekształcony, przemodelowany w nową, nie zawsze społecznie akceptowalną formę. Formę, która dla jednych oznacza śmierć, dla innych nieśmiertelność.

Francuski filozof Gilles Deleuze powiedział, że prawdziwym wyzwaniem dla artysty nie jest zmierzeniem się z pustym płótnem, ale z płótnem nasyconym historią sztuki. Ze wszystkim, co już było. Niewielu artystom, udało się wyjść z tego starcia zwycięsko. Z pewnością, Picasso był jednym z nich. Dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe – własnej saturacji. I to na tyle intensywnej, że zamknęła ona jeden rozdział w historii i otworzyła nowy, którego, jak dotąd, nikt nie jest w stanie zamknąć. Wszystko, co wydarzyło się potem, jest wynikiem walki, którą stoczył z samym sobą i z tymi, którzy byli przed nim.

Jego intelektualna i malarska spuścizna nadal dominuje współczesny świat, a jej przedarcie się do sztuki użytkowej, filmu, teatru czy literatury zrobiło z nas wszystkich zakładników Picassa. Zbliżenie się do esencji jego twórczości wymaga emocjonalnej i intelektualnej dojrzałości. Jeśli jej zabraknie, mamy do czynienia z dziecinnymi oskarżeniami zrodzonymi w głowach pretensjonalnych “pensjonarek”, których mentalny świat, rodem z Chłopów Reymonta nakazuje im wierzyć, że ich misją jest napisanie historii świata od nowa.

Przedarcie się przez setki tysięcy interpretacji prac Picassa, mitów jakie krążą jego temat, mniej lub bardziej absurdalnych stereotypów – to wszystko wymaga umysłu filozofa, który szuka pierwotnego impulsu będącego początkiem, a nie przetrawionej i wyplutej na dywan papki, w której trudno wyróżnić jakikolwiek składnik. W obcowaniu z Picassem nie ma bowiem miejsca na drogę na skróty. Jest za to mozolne podążanie za geniuszem, który nie akceptuje miernoty.
Złożoność twórczości Picassa wynika z wielu czynników, ale jeden z nich wydaje się odgrywać istotną rolę, a mianowicie jego performatywny ruch. Gest, który za pomocą kilku kresek tworzy wielowarstwowy przekaz. To właśnie on stał się punktem odniesienia dla trwającej obecnie wystawy Picassa w Tate Modern odbywającej się pod enigmatycznym tytułem „Theatre Picasso”, który podobnie jak twórczość artysty może być interpretowany na kilku płaszczyznach. Kuratorzy: artysta Wu Tsang oraz Enrique Fuenteblanca stanęli przed trudnym zadaniem – pokazania Picasso jako performera bez bezpośredniego wskazywania na ten aspekt

Życie Pablo Picassa było swoistego rodzaju teatrem, spektaklem granym przed różnego rodzaju widownią, gdzie sztuka zawsze była obsadzana w pierwszoplanowej roli. Sama kariera Picassa przebiegała niemal jak akty w sztuce teatralnej — okres niebieski, okres różowy, kubizm, klasycyzm, surrealizm. Każdy z nich był dramatyczną zmianą sceny, z nowymi kolorami, formami i nastrojami. W jego pracach, niczym rekwizyty sceniczne, przewijają się maski, arlekiny, minotaury.

Picasso tworząc wiedział, że jego prace będą pokazywane publicznie. Nie malował dla siebie, ale dla świata. Każdą wystawę traktował jako swoistego rodzaju spektakl. Performens rozgrywany na żywo. Do dzisiaj, jego obrazy nie wiszą po prostu na ścianie, są żywym, organicznym wręcz elementem reakcji jaka wytwarza się pomiędzy nią, a widzem. Czasem przybiera formę dramatycznego monologu, a czasem głębokiego, filozoficznego dialogu. Jest wolna od czasu i przestrzeni, a co najważniejsze od ograniczeń kulturowych. Ma taką samą siłę rażenia w Europie jak i w Stanach Zjednoczonych czy Japonii.

Picasso był mistrzem autokreacji. Wystarczy spojrzeć na jego zdjęcia, na których nic nie jest przypadkowe. Każdy element jest starannie wyreżyserowany. Jest częścią większego performensu, który rozgrywał się poza kadrem fotograficznym. Sam artysta odgrywał różne role. Czasami był torreadorem, czasami minotaurem, czasami mędrcem, a nawet enfant terrible. Jego sesję zdjęciowe są sztuką autokreacji. Jego publiczny wizerunek był konstrukcją teatralną tożsamą z jego sztuką. Często zacierał granice między życiem prywatnym, a publicznym — zamieniając swoją pracownię w rodzaj sceny, na której goście byli świadkami przedstawienia „Picasso przy pracy”.

Każdy związek oznaczał nowy akt w jego sztuce. Fernande, Olga, Marie-Thérèse, Dora Maar, Françoise, Jacqueline — każda z nich była Muzą, główną bohaterką, antagonistką lub tragiczną wręcz bohaterką, kształtującą język wizualny danego okresu. To prawda, że jego prace nasycone były referencjami do życia prywatnego, że były lustrem jego duszy, ale to nie przeszkadza im zawierać w sobie uniwersalnego przekazu, który nadal jest aktualny. Jego twórczość, a zwłaszcza portrety są osobiste, ale nie personalne, co sprawia, że nadal mają siłę oddziaływania na współczesnego odbiorcę. Nie są ograniczone do kontekstu jednego życia. Są niczym teatralne rekwizyty, pochłaniają przestrzeń, w której się znajdują. Stają się trójwymiarowym, niewidzialnym obiektem, który niczym promienie rentgenowskie prześwietla ludzką egzystencję. Nie można przejść obok nich obojętnie, nie można nie dostrzec w nich wizji człowieczeństwa w jego pierwotnym wymiarze. Ze wszystkimi jego emocjami i uczuciami, z którymi ludzkość zmaga się od początku istnienia.

W portretach Picassa zapisana jest zdolność jednostki do czynienia dobra i zła, do budowania i do niszczenia. Jest w nich prawda o człowieku, którego gubi własna pycha. Nie sposób nie usłyszeć w malarstwie Picassa również echa poezji Dylana Thomasa, jego zmagania się z ciemnością i światłem, jego balansowania na granicy życia i śmierci.
– Nie idź łagodnie w tamtą dobrą noc,
Starość u schyłku dnia niechaj płonie;
Wściekaj się na gasnącą światła moc.
Picasso całe życie walczył ze śmiercią pożądania, które było dla niego definicją życia. I to jej obawiał się najbardziej. Pożądanie, które rozumiał nie tylko jako erotyczną siłę, ale przede wszystkim siłę egzystencjalną. Pożądał życia, piękna i emocji. W nim samym, tak samo jak w jego dziełach nie ma zgodny na miernotę, na życie pozbawione barw. Jest w nich ogień trawiący człowieka, jest krzyk, walka i brak zgody na życie według ustalonych norm, przez kogoś innego niż on sam.

Na przekór temu co mówił, że nigdy nie malował wojny, malował wyłącznie ją. Wojnę duszy, intelektu i ciała. Wojnę człowieka z człowiekiem. Wojnę jednostki z samą sobą. Wojnę wartości i przekonań. Wojnę między ciałem, a duszą.
W dzisiejszych czasach, kiedy upadły wszystkie autorytety, a granica między prawdą historyczną, a prawdą mediów społecznościowych została starannie zatarta przez tzw. kreatorów opinii, kiedy nazwanie mężczyzny, a zwłaszcza Picassa geniuszem, wydaje się być aktem samobójstwa. Przynajmniej w kręgach pseudofeministycznych, które z upodobaniem stosują wybiórczą dyskryminację, argumentując to kulturą unieważniania (ang. cancel culture). Zjawiskiem wyjątkowo niebezpiecznym, gdyż z samego założenia wspiera ono wykluczenie i szykanowanie, często w oparciu o emocjonalne lub ideologiczne argumenty. Negowanie czyjegoś talentu tylko dlatego, że nie spełniał on norm moralnych „wiejskiego koła plotkarek” dowodzi na ograniczoność intelektualną jego wyznawczyń nie potrafiących wejść w żaden profesjonalny dyskurs. Na szczęście jakiekolwiek próby wymazania twórczości Picassa z historii sztuki są z góry skazane na ośmieszającą porażkę.

Ocenianie jego sztuki przez pryzmat jego życia prywatnego jest niedorzeczne. Talent bowiem jest darmo dany. Nie jest czymś, co jest wynikiem czyjejś postawy moralnej czy religijnej. Jest dany czasowo konkretnej osobie, ale wiecznie dla całej ludzkości. Każdy z nas jest beneficjentem daru Picassa, jego zmagań z materią, wyobraźnią i sobą samym. W momencie ukończenia przez artystę dzieła, przestaje ono być jego własnością, a staje się wspólnym dobrem należącym do całej ludzkości. Artysta jest tylko pośrednikiem, wykonawcą czegoś, co jest większe od niego. Nie jesteśmy w stanie wejść w jego umysł w trakcie tworzenia. Nie wiemy na ile ten proces jest świadomy, a na ile jest uwolnieniem energii będącej w nim samym. Kiedy patrzymy na twórców z kręgu „art brut” widzimy czysty talent, przykryty ludzką niedoskonałością. Choroba psychiczna, nic nie znaczy w obliczu talentu. Tak samo paskudny charakter czy nałogi. To są elementy należące do porządku cielesnego, nie mające bezpośredniego wpływu na jakość dzieła, mają co najwyżej wpływ na jego treść.

Twórczość Picassa wyprzedza czasy niczym statek kosmiczny przedzierający się przez kolejne warstwy stratosfery. Jest w niej odniesienie do zmagań współczesnego świata jak i świata, który po nas nastąpi. Ku przerażeniu współczesnych wojowniczek o uprawnienie, Picasso uwielbiał kobiece ciało. Stanowi ono centrum wielu jego kompozycji, jest świadome swojej egzystencji, wolne i pierwotne. Większość kobiet nienawidzi swojego ciała, dlatego obcowanie z Picasso jest dla nich wręcz niemożliwym do przetworzenia procesem intelektualno-emocjonalnym.
Każdy element na płótnach Picassa ma symboliczne znaczenie, nic nie jest tylko figurą. Artysta często używa także odwróconej alegorii, jak ma to miejsce w przypadku obrazu z czasów drugiej wojny światowej przedstawiającego kaloryfer, który symbolizuje u niego raczej chłód i niepewność, niż ciepło i bezpieczeństwo domu.

Picasso nie musi być aktualizowany, aby kolejne pokolenia go zrozumiały. Jego twórczość cały czas rezonuje w kolejnych pokoleniach, gdyż oparta jest na ponadczasowych fundamentach. Guernica, mimo że pierwotnie była komentarzem do hiszpańskiej wojny domowej, szybko stała się globalnym oskarżeniem wszystkich zbrodni wojennych. Dzieła Picassa nie tylko odzwierciedlały ducha jego czasów, ale także zmieniają strukturę naszego, współczesnego postrzegania. Podobnie jak wielka sztuka teatralna czy opera, twórczość Picassa nie wymaga przepisywania czy dostosowania do współczesnego widza. Jej język jest nadal zrozumiały tak samo jak emocje, do których się odwołuje. Na tym polega wielkość i ponadczasowość Picassa. Jego geniusz tak bardzo niewygodny dla wielu zideologizowanych środowisk, będzie wyzwaniem dla każdego kuratora, który będzie musiał się z nim zmierzyć przy projektowaniu kolejnej wystawy.
Theatre Picasso, Tate Modern, Londyn. Wystawa potrwa do 12 kwietnia 2026












