Otwarta zaledwie w 2021 roku, Bourse de Commerce – Pinault Collection, stała się o wiele ważniejszym graczem na arenie sztuki współczesnej niż zepchnięty na długie lata w cień Centre Pompidou. 

Meg Webster, Salt Cone (1988). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

Podczas gdy Bourse konfrontuje współczesnego widza z twórczością takich artystów jak: Urs Fischer, Bertrand Lavier, David Hammons, Rudolf Stingel, Ali Cherri czy Arthur Jafa, podstarzałe Centre Pompidou, w ostatnich latach skierowało się w stronę turystycznych hitów, pokazując Georgię O’Keeffe, Yves Saint Laurent czy wystawę poświęconą Surrealizmowi. Wystawy bardziej pasujące do instytucji promocji turystycznej niż do miejsca okrzykniętego niegdyś największą „machiną kulturalną”. Albowiem sam Georges Pompidou tak rozumiał sztukę: zawsze w mniejszym lub większym stopniu kwestionuje różne rzeczy. Gdyby sztuka polegała na mówieniu – tak, brawo, ależ to wspaniałe – byłaby nudna. Nie ma nic gorszego niż sztuka akademicka, sztuka bezkonfliktowa, sztuka, która wszystko akceptuje.

Meg Webster, Wall of Wax (1990). Wystawa „Minimal”,  Pinault Collection, Pariyż 2025, fot.©wSztuce

I to właśnie taką sztukę pokazuje Pinault Collection. Po sukcesie wystawy Arte Povera, przyszedł czas na Sztukę Minimalną – to wszak świadomy termin, którą można oglądać do 19 stycznia 2026 roku. Wystawa jest gigantyczna. To jej atut i zarzut wobec niej, zarazem. Przytłaczająca ilość wielkich nazwisk tworzących w obrębie jednego z najbardziej kontrowersyjnych i przez wielu niezrozumiałych zjawisk w sztuce współczesnej jest niezwykle angażującym widza procesem intelektualnym. Jest spotkaniem ze wcieloną fenomenologią koncentrującą się na bezpośrednich przeżyciach świadomości jednostki i starającej się opisać je w sposób jak najbardziej obiektywny, nie dodając do nich własnych interpretacji czy założeń teoretycznych.

Filozofowie fenomenologiczni, a w ślad za nimi artyści, starają się „zobaczyć rzeczy takimi, jakimi są”, zakładając jednocześnie, że różni ludzie mogą doświadczać tych samych zjawisk w nieco inny sposób.

Maren Hassinger, River (1972/2011). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

Podobnie jak Ekspresjonizm Abstrakcyjny, Sztuka Minimalna zmusza jednostkę do świadomego doświadczenia egzystencji, która wybiega poza obecność obiektu, z którym się konfrontuje. Jednak w odróżnieniu od Ekspresjonizmu Abstrakcyjnego nie odnosi się do emocji czy wrażeń, ale do czystego, intelektualnego obcowania z materią i przestrzenią, która jest zarazem treścią jak i kontekstem dzieła sztuki. Ruch pędzla będący ekspresją emocji zastąpiło w tym przypadku zwrócenie się do prostych form, będących ekspresją intelektualną, tak artysty jak i widza.

Artyści Minimalni nie rozwiązują ani nie konfrontują problemów współczesnego świata, nie stawiają kontrowersyjnych pytań, ponieważ samo ich sformułowanie byłoby równoznaczne ze stworzeniem abstrakcyjnej idei będącej w całkowitym oderwaniu od materialistycznego obiektu, z którym pracują. Nie oceniają, lecz obserwują. W milczeniu, które dosięga każdego, kto staje twarzą w twarz ze Sztuką Minimalną. Artyści z tego kręgu sięgają po proste, surowe formy, w których symetria odgrywa często kluczową rolę. Ta geometria natury, barw i struktur staje się punktem wyjścia i konkluzji w interpretowaniu sztuki minimalnej. Co ważne, sztuka minimalna nie jest nihilistycznym manifestem negującym dotychczasowy porządek w sztuce. Wręcz przeciwnie.

Meg Webster, Mound (1988). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

Wystawa „Minimal” w Bourse de Commerce – Pinault Collection w Paryżu jest konstelacją tematów (Światło, Balans, Powierzchnia, Krata, Monochrom, Materializm) oraz wystaw indywidulanych poświęconych artystom takim jak: On Kawara, Meg Webster, Lydgia Pape czy Agnes Martin. Całość domykają twórcy z kręgu Mono-ha. I to właśnie Japończycy są czarnym koniem tej monumentalnej wystawy.

Wystawę otwiera praca „Untitled” („Portrait of Dad”) Félixa González-Torresa będąca medytacją nad utratą pamięci i tymczasowością ludzkiego życia. Składa się ona z prawie 80 kg (175lb) cukierków zawiniętych w przeźroczyste foliowe papierki i ułożonych w formie prostokąta. Ta waga nie jest przypadkowa – tyle średnio waży mężczyzna. Każdy, kto staje w obliczu tej pracy doświadcza zarówno form namacalnych jak celofan czy cukierek jak i emocjonalnych reakcji będących wynikiem asocjacji, jakiej ludzki mózg dokonuje na widok słodyczy, często kojarzonych z beztroskim dzieciństwem. Przezroczyste papierki, które niczym rodzicielska, niewidzialna dłoń chroniąca przed światem zewnętrznym, dopełniają ten złożony proces poznawczy.  Do czasu, jednak. Widzowie są bowiem zaproszeni, aby sięgnąć po cukierki i zabrać je ze sobą. W ten sposób, powoli, znika portret ojca. Zostaje unicestwiony przez czas i obcych ludzi. Na końcu pozostanie po nim, jedynie pusta przestrzeń na podłodze. Nie bez powodu, to właśnie ta praca znalazła się na początku wystawy. Mimo, że pochodzi ona z wczesnych lat 90, czyli już po formalnym zakończeniu Minimal Art, to niesie ona w sobie jej najważniejsze przesłania, dotyczące zarówno czystości formy jak i procesu intelektualnego, w który wprowadzany jest widz.

Felix Gonzalez-Torres, Untitled (Portrait of Dad), 1991. Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce 

Całe drugie piętro Bourse zostało podzielone na wspominane już aspekty (Balans, Powierzchnia, Krata, Monochrom, Materializm) reprezentowane przez różnych artystów. Na przykład, jedyny Francuz na wystawie, czyli François Morellet z metalowymi nićmi nadającymi płótnu trzeci wymiar, łączy idee nieregularności i przypadku, które bliskie są także, głośnemu w swoim czasie, Güntherowi Uecker i fenomenalnemu Japończykowi Jirō Takamatsu. Pod wspólną marką „Powierzchnia”, zobaczymy takich artystów jak Blinky Palermo czy Robert Ryman, którego białe obrazy wypełnione treścią/nie-treścią są wyzwaniem intelektualnym, któremu potrafią sprostać nieliczni. Dla artysty wybór tego koloru był świadomym aktem mającym pogłębić percepcję odbiorcy i skierować ją na subtelne niuanse, których dostrzeżenie byłoby niemożliwe przy użyciu bardziej angażującego koloru.

Ta część wystawy przypomina nam także, że w latach 60. i 70. artyści testowali granice monochromatyczności, badając potencjał powierzchni, formy i materialności.

Michelle Stuart odciska cztery różne rodzaje gliny na papierowych panelach, aby pokazać różnorodność kolorów w kamieniołomie w New Jersey, bo jak mówi, „aby uchwycić czas, miejsce i proces”.  Ułożone na podłodze Łańcuchy autorstwa Maren Hassinger, przywodzą na myśl zarówno meandry rzeki, jak i podróże niewolników okrętami z Afryki do Ameryki.

Agnes Martin, Blue-Grey Composition, (1962). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce 

Obrazy Agnes Martin, na których przechodzi ona od abstrakcyjnych pejzaży do płócien zbudowanych z siatek i wzorów geometrycznych jest kolejnym rozwinięciem filozofii minimalnej. Artystka bawiąc się krawędziami płótna, krzyżuje powierzchnię ukośnymi lub poziomymi pasami, mającymi przywoływać stany wewnętrzne, takie jak porządek i przejrzystość.

Jednak centralne i najbardziej wyeksponowane miejsce, znajdujące się w Rotundzie przypadło Meg Webster, okrzykniętej przez wielu krytyków „gwiazdą tej wystawy” i „wielkim odkryciem”. Wydobyta ze swoistego „zapomnienia”, amerykańska artystka w wieku 81 lat, przeżywa swoją „drugą artystyczną młodość”. Webster jednak nie wzięła się znikąd. Wręcz przeciwnie, jej twórczość obejmuje kilka dekad, podczas których regularnie wystawiała swoje prace. Tyle tylko, że w zestawieniu z gwiazdami pokroju Richard Serra, jej instalacje nie miały szans, aby zawładnąć umysłami, ani mas, ani galerystów. Szczyt jej kariery przypada na lata 70-te, a więc czas Land Art.  Webster studiowała na Yale, na tym samym roku co Donald Judd i wspominany już Richard Serra – dwóch tytanów Earth Land i minimalizmu.  Jej mentorem był także, nie kto inny jak genialny Michael Heizer, wpierany przez galerzystkę Virginię Dwan, która stała również za karierą Carl Andre, Waltera de Maria czy Roberta Smithsona. Temu ostatniemu pomogła sfinansować „Spiral Jetty” (1970). Webster, która obracała się w tym samym środowisku nigdy nie przyciągnęła uwagi Dwan. Teraz, w wieku 81 lat idealnie wpisuje się w panującą obecnie narrację dotyczącą eksponowania kobiet artystek. I to z takim sukcesem, że na wystawie w Bourse de Commerce, Webster zajmuje całą Rotundę, a Richard Serra reprezentowany jest jedynie przez jedną pracę „Right Angle Prop” (1969/93), zresztą podobnie jak Donald Judd.

Meg Webster, Circle of Branches, (2025). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce 

Twórczość Webster w porównaniu z jej kolegami z Yale jest bardziej organiczna niż intelektualna, czego przykładem jest jej pięć rzeźb pokazywanych na wystawie w Paryżu. Wykonana z soli „Salt Cone” (1988), ulepione z ziemi „Mother Mound” (1990) i „Mound” (1988), wypleciony z gałęzi i roślin „Circle of Branches” (2025) oraz najbardziej spektakularna rzeźba „Wall of Wax” (1990) w kształcie gigantycznej litery C, wykonana z pszczelego wosku, która niczym niedomknięte koło kładzie akcent na niedoskonałości wynikające z ułomnej natury człowieka. Człowieka będącego w nieustannej interakcji z naturą.

Wystawione w Rotundzie prace artystki tworzą odrębne, organiczne formy, które zapraszają widza do holistycznego doświadczenia sztuki. Są zarówno czystym, naturalnym materiałem, do którego dostęp mają wszyscy (sól, wosk pszczeli, ziemia, czy szeroko pojęta zieleń), jak również obiektem oddziałowującym na receptory poznawcze jednostki za pomocą zapachu, który wydzielają. Jej mur z drzew i krzaków przypominający kształtem ikoniczne już dzisiaj dzieła Richarda Serry, jest próbą przeniesienia uwagi widza z martwych, industrialnych i surowych form na organiczne, żyjące materie. Jest próbą stworzenia nowego ekosystemu stającego w kontrze do miejskiego krajobrazu tworzonego przez Serrę i Judda.

Na pierwszym planie: Lee Ufan, Relatum, (1969/2025). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce 

Prace Webster stają w całkowitej opozycji nie tylko do nich, ale i do artystów pokroju Goldsworthy’ego, u którego użycie naturalnych materiałów jest zawsze w zgodzie z otaczającym je środowiskiem. Jest ich bardziej przearanżowaniem niż tworzeniem z nich nowych, często obcych form. Goldsworthy tworzy eteryczne rzeźby, których nie można przenieść do sterylnych pomieszczeń galeryjnych. Webster odwrotnie: sięga po naturalne materiały, ale tylko po to, aby stworzyć z nich nową, obcą naturze formę, którą łatwo można zainstalować w sztucznie utworzonych miejskich pomieszczeniach. Pod tym względem jej filozofia bliższa jest sztuce minimalnej, a zwłaszcza Mono – ha, w której zbliżenie się do natury, a następnie wkomponowanie jej elementów w intelektualnym proces poznawczy jednostki, jest kwestią kluczową.

U Webster jesteśmy świadkami przejścia od materiałów przemysłowych do naturalnych, od produkcji masowej do ludzkiego dotyku, od agresji i przemocy do uzdrawiania i odbudowy. Jej późniejsze prace, powstałe po latach 90 przybierają formę ogrodów i ekosystemów, promują ekologię w sposób, który może bardziej przypominają twórczość artystów współczesnych, takich jak choćby amerykańsko-nigeryjskiej artystki Precious Okoyomon, która pracuje z roślinami, motylami i innymi materiałami organicznymi.

Wystawa w Bourse de Commerce zgodnie z promowaną obecnie feministyczną ideologią, jest swoistego rodzaju parytetowym zestawieniem. Na 52 wystawianych artystów, 19 to kobiety. Bynajmniej nie wykluczonych z historii sztuki. Są to bowiem takie nazwiska jak: Chryssa, Mary Corse, Maren Hassinger, Mary Heilmann, Eva Hesse, Nancy Holt, Agnes Martin, Senga Nengudi, Pauline Oliveros, Lygia Pape, Howardena Pindell, Charlotte Posenenske, Bridget Riley, Dorothea Rockburne, Michelle Stuart, Anne Truitt, Merrill Wagner, Meg Webster i Jackie Winsor. Na cztery indywidualne podwystawy, trzy z nich przypadają kobietom: wspomnianych już Meg Webster i Agnes Martin oraz Lygii Pape, jednej ze współzałożycielek brazylijskiego Neokonkretyzmu, która w ramach Grupo Frente pracowała z inną wielką artystką Lydią Clark, a której indywidualną wystawę można było ostatnio oglądać w Whitechappel w Londynie.

Lygia Pape, Ttéia 1 C, (2003-2005). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce 

Twórczość Pape podkreśla znaczenie przestrzeni i interakcji widza jaka zachodzi pomiędzy nim a materią. Najmocniejszą częścią jej ekspozycji w Bourse de Commerce jest „Ttéia 1 C” (2003-2005), poetycka instalacja wykonana ze złotych nici, które grają miodowym światłem na tle czarnej sali spowitej w przyćmione światło. Jest to jedno z ostatnich dzieł artystki, która zmarła w 2004 roku w Rio de Janeiro. Stanowi ono syntezę jej wieloletnich poszukiwań, które wraz ze swoim współpracownikiem Hélio Oiticicą w latach 60. XX wieku dokonała w ramach sztuki neokonkretnej. Jest przeniesieniem abstrakcji do strefy zmysłowości, jest nawiązaniem dialogu między geometrią a ciałem. „Inspiracją do Ttéia 1 były wspomnienia promieni światła przechodzących przez pierwotny las Tijuca w pobliżu Rio, podobnych do złota barokowych kościołów w Minas Gerais, tworząc jednocześnie pajęczynę i partyturę w przestrzeni” – mówi Emma Lavigne, dyrektor Pinault Collection.

Lygia Pape, Book of Creation, (1959). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

W kontraście do tej eterycznej i niezwykle emocjonalnej instalacji stoi inna, monumentalna praca artystki zatytułowana „Book of Night and Day III” (1963-76) składająca się z 365 kwadratowych reliefów zamontowanych na ścianie, reprezentujących 365 dni w roku. Każdy element został wycięty z kwadratowej deski, a następnie fragmenty ponownie przymocowano do odpowiednich kwadratów i pomalowano w charakterystyczny dla Pape sposób, używając ograniczonej palety kolorów: bieli, szarości i czerni. Tak powstał swoistego rodzaju mural będący medytacją nad pełnią i pustką, światłem i ciemnością, a także afirmacją momentu, w który jedno przeistacza się w drugie. Światło w ciemność, a pustka w pełnię. Sama Lydia Pape mówiła o tej pracy, że jest ona „wcieleniem światła, jakie zobaczyłam w filmie, czymś co zostało wycięte, coś co jest fragmentem, co posiada w sobie nieskończoną możliwość zamykając w sobie niepowtarzalne momenty”. Wystawę zamyka seria jej geometrycznych rzeźb w których odbija się echo „Bichos” (stworzeń) Lydii Clark.

 Mimo wysiłków kuratorów, aby pokazać jak najpełniejszy obraz sztuki minimalnej, zarówno pod kontem geograficznego pochodzenia artystów jak i ich płci, która jak się okazuje dla wielu współczesnych „komentatorów sztuki” ma priorytetowe znaczenie, nie udało się uniknąć swoistej nierównowagi. Dominująca w milczeniu obecność Japończyków przyćmiewa wszystko, mimo, że ruchowi Mona-ha, przeznaczono jedynie małą salę na piętrze, a fenomenalnemu On Kawara miejsce w hallu przypominającemu przedpokój, na którego nikt z gości nie zwraca uwagi.

Donald Judd, Untitled, (1963-88). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

Mono-ha to japoński ruch, który niesie w sobie zarówno echo sztuki minimalnej, ze względu na jego zamiłowanie do prostych form, rozłożonych w przestrzeni i wzajemnie na siebie oddziałujących, ale także Arte Povera z uwagi na wykorzystanie surowych materiałów, takich jak kamień i drewno. Jego centralnymi postaciami byli: Kōji Enokura, Kishio Suga, Susumu Koshimizu, Lee Ufan i Jirō Takamatsu. Każdy z nich podchodził do materii z rezerwą i szacunkiem, co do jego pierwotności, przedkładając miejsce i spotkanie z nim ponad jego artystyczną transformację.

Artyści Mono-ha często aranżowali swoje instalacje bezpośrednio na podłodze, aby w ten sposób współgrały one z istniejącą przestrzenią architektoniczną. Dla wielu artystów z tego kręgu, tożsamość obiektu jest określona przez stan jego niejednoznaczności. Podobnie jak Arte Povera, Sztuka Minimalna i postminimalizm, Mono-ha nie było ruchem zdefiniowanym samodzielnie, ale dyskursywnym zjawiskiem, które zostało tak nazwane przez krytyków około 1973 roku.

Początki Mono-ha sięgają lutego 1970 roku, kiedy to sześciu artystów po raz pierwszy pojawiło się razem w czasopiśmie artystycznym Bijutsu techō (Notatnik artystyczny), w sekcji zatytułowanej „Głosy wschodzących artystów: z królestwa nie-sztuki”. W numerze, na stronie tytułowej zreprodukowano legendarne już obecnie dzieło Sekine Nobuo zatytułowane Phase—Mother Earth (Isō—Daichi, 1968), powszechnie uznawane za pierwsze dzieło Mono-ha, poprzez pokazanie, nie efektu końcowego, ale jednej sceny z procesu jego tworzenia. Do jego powstania, Sekine wykorzystał ziemię, którą wpierw wydobył z gruntu, następnie zakonserwował ją w cylindrze górującym nad wykopem, a pod koniec wystawy zwrócił ją z powrotem do ziemi. Zdjęcie wybrane przez redaktorów Bijutsu techō, przedstawia Sekine i jego kolegów ze szkoły artystycznej rozwijających duże płyty ze sklejki z cylindra Phase—Mother Earth. W ten sposób Bijutsu techō odważnie ogłosiło nadejście nowej generacji artystów. Artyści z kręgu Mono-ha twierdzili, że ich program różnił się od innych powojennych ruchów antyartystycznych, a w szczególności od ruchu zapoczątkowanego przez Yoshiharę Jirō, lidera działającej w latach 50-tych grupy artystycznej Gutai, który utożsamiał namacalną substancję materii (busshitsu 物質) z ludzkim duchem. Termin „mono” (rzecz) różni się również od francuskiego słowa „objet”, które stało się preferowanym terminem w kontekście anty-sztuki na początku lat 60-tych w Japonii, opisującym znalezione lub przywłaszczone przedmioty, które artyści podnosili do rangi dzieł sztuki poprzez przeniesienie ich do kontekstu estetycznego, co miało swoje korzenie w filozofii ready-made Marcela Duchampa.

Nobu Sekine, Phase of Nothingness-Water, (1962). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, 

Mono-ha była krytyczna zarówno wobec interwencji Zachodu – a w szczególności roli Stanów Zjednoczonych w Wietnamie i bezkrytycznego poparcia rządu japońskiego dla Ameryki – jak i wobec własnego nacjonalizmu kulturowego. Była także częścią szerszego zjawiska zachodzącego w japońskich kręgach literackich, artystycznych i politycznych, polegającego na ponownym rozważeniu modernistycznego rozwoju kraju, w tym przyjęcia zachodniej filozofii oświeceniowej. Artyści z kręgu Mono-ha starali się otworzyć „trzecią przestrzeń”, która unikałaby dychotomii, takich jak Japonia kontra Zachód, w której wydawał się tkwić światowy system. W tym duchu krytyki, artyści zaangażowali się w fundamentalną rewizję filozofii percepcji, aby połączyć w niej zarówno aspekty tradycyjnej filozofii japońskiej jak i współczesnej myśli.

Mono-ha można więc podsumować jako próbę umiejscowienia dzieła, nie w jego obiektywnej formie jako przedmiotu fizycznego, ale w strukturach, poprzez które rzeczy ujawniały swoje istnienie, jak również jako wyzwolenie się od intencji, metod lub koncepcji w celu ujawnienia „istotowego stanu” rzeczy. Nie bez znaczenia jest również podkreślenie, że jedynym wyróżnikiem jest sprzeczność jaka występuje: Mono-ha była grupą i nią nie była. Mono-ha było jednocześnie oparte na obiekcie i lekceważące obiekt.

Koji Enokura, Figure A-No.1, (1981-82). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

W sali poświęconej Mono-ha w Bourse de Commerce, w rytm muzyki stworzonej z wykorzystaniem piszczałek Yoshi Wady, która towarzyszy widzom w przestrzeni dedykowanej Japończykom, napotykamy krajobraz prac autorstwa Susumu Koshimizu wykonany z brązowych czworościanów pośrodku których znajduje się papierowy kubik z umieszczonym w nim granitem. Na ścianach widnieje seria rysunków na podartym lub nakładającym się papierze, autorstwa Kishio Sugi oraz jeden obraz autorstwa Lee Ufana zatytułowany „From Line” (1978), należący do serii „Marking Infinity”. Oscyluje on wokół tematyki kaligrafii: punktów i linii, które Lee uznawał za fundamentalne elementy budowy wszechświata i ludzkiej egzystencji. Malując wspomniany obraz artysta użył jednego pigmentu, a także technik oddychania, dzięki któremu wprowadzał w swoje ciało w specyficzny stan kreatywno– medytacyjny.

Susamu Koshimizu, Perpendicular line, (1969). Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

W sztuce minimalnej przestrzeń jest zarówno treścią jak i kontekstem. Jest agresywna, przytłaczająca, czasem zachowuje się jak intruz. Widać to zwłaszcza w pracy Susumu Koshmizu zatytułowanej „Perpendicular Line” (1969), będącej pierwszą pracą jaką artysta stworzył w ramach ruchu Mono-ha. Tworzy ją drut fortepianowy zwisający z sufitu zakończony mosiężną końcówką w kształcie trójkąta, skierowany niczym wskaźnik w kierunku podłogi. Jej ruch aktywowany jest przez grawitację i balans.

Jednak prawdziwym czarnym koniem wystawy „Minimal” jest inny Japończyk: On Kawara. Jego twórczość oscyluje wokół trzech filozoficznych konceptów: czasu, obecności oraz ludzkiej egzystencji i jej relacji do wspomnianych dwóch zagadnień.

On Kawara, 9 Mai 2025, Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

Jego najdłużej trwającym, a zarazem niezwykle intelektualnym projektem od 1966 do 2013, czyli na rok przed jego śmiercią, jest seria obrazów zatytułowana „Today” składająca się 3000 obrazów powstałych w 137 miastach. To właśnie część z nich została wyeksponowana w szklanych gablotach, w hallu przylegającym do Rotundy. Obrazy te są zapisem relacji jaka zachodzi między człowiekiem, przestrzenią a czasem. Są małą historią jednostki zapisaną na tle wielkiej historii opisanych w mediach. Historii jednostki nie znamy, znamy tylko datę, pod którą się ona kryje. Schowana na zawsze. Po jej zniknięciu pozostała data, niczym nagrobek – jedyny świadek życia, które się zakończyło. Obrazy Kawary są próbą uchwycenia momentów bez globalnego znaczenia, nadania im nowego wymiaru, przeniesienia je w przestrzeń nieśmiertelną i uniwersalną, w której każdy może się odnaleźć.  Składają się z one dwóch części: z obrazu na płótnie przedstawiającego starannie wykaligrafowaną datę na monochromatycznym tle, będącym pochodną czerni, szarości, granatu i czerwieni oraz drewnianego pudełka wyklejonego w środku wycinkiem prasowym odpowiadającym dacie obrazu. Widzimy na nim zapisanie wydarzenia, które uznano za ważne ze względu na ich społeczny, ekonomiczny lub polityczny kontekst.  Historie znane masom, historie, które stoją w kontraście do milczącej życia jednostki, której składa się z takich samych, monotonnych i bez większego znaczenia, dat. Jest sumą jednakowych dni wypełnionych zdarzeniami, o których nikt nie będzie pamiętał. Kawara każdy obraz tworzył w jeden dzień. Jeśli pod koniec dnia, nie był on skończony, ulegał on zniszczeniu. Wszystkie prace mają ten sam format – poziom, ale występują w ośmiu rozmiarach. Zapis dat odzwierciedla język miasta, w którym artysta wtedy przebywał. Mamy więc „9 MAI 2005”, „FEB.11.2010”, „29ABR.69”.

On Kawara, June 19.1967, Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

Twórczość Kawary wyrosła na zgliszczach Hiroszimy i Nagasaki – miejsc zagłady i końca świata, zarówno w wymiarze indywidualnym jak i globalnym. Miejsc, w których historie jednostek przestały mieć znaczenie, zastąpiono je jedną bezimienną historią masy.

Kawara do każdego obrazu używał innego odcienia wykonanego ręcznie za pomocą mieszania pigmentów. Wybór koloru był związany zarówno z krajobrazem miejskim jak i z krajobrazem danej jednostki. Czasem przypomina ona czyjąś koszulę, a czasem deszcz za oknem. Drewniane pudełka, wyklejone gazetami, są niczym kapsuły czasu. Historie z gazet i historia ukryta za fasadą daty nie są ze sobą w żaden sposób związane.  Stanowią paradoksalnie odrębne światy, mimo że dzieją się w tej samie ramie czasowej i geograficznej. Kawara nawiązuje do czasu obecnego jak i się od niego oddziela, tworząc milczący mur zbudowany z braku wizualnych treści, posługując się jedynie zapisem numerycznym. Medytacja nad znaczeniem czasu i jego przemijalności jest osią nie tylko tej serii obrazów, ale i całej twórczości artysty. Kawara przez całe swoje życie był „nieobecny”, tak jak ludzie i wydarzenia kryjący się za jego staranie wykaligrafowanymi datami.  Rzadko był fotografowany, nigdy nie udzielił wywiadu, był całkowicie schowany w sztuce i filozofii.

On Kawara, 14 June.1984, Wystawa „Minimal”, Pinault Collection, Paryż 2025, fot.©wSztuce

Wystawa „Minimal” jest bez wątpienia jednym z najważniejszych wydarzeń artystycznych w Paryżu. Przypomina wszystkim, jak bardzo Azja i Ameryka Łacińska wpłynęły na ten międzynarodowy nurt sztuki, jak bardzo wzmocniły jego postrzeganie. Jest to historia rozlana na cały świat, podobnie jak miało to miejsce w surrealizmie. Wystawa w Paryżu to kolejna lekcja anatomii sztuki współczesnej, która zadaje śmiercionośny cios tym, którzy w sztuce szukają estetycznych uniesień zapisanych, najlepiej pastelami. To bezwzględne spotkanie między obiektem, a człowiekiem, obnażające zdolność ludzkiej percepcji. Bez wątpienia wystawa „Minimal” to arcydzieło gatunku.

„Minimal”, Bourse de Commerce, Paryż. Wystawa czynna do 19 stycznia 2026.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj