Jeśli sztuka kiedykolwiek dokonała samowcielenia, to z pewnością przyjęła wtedy postać Leigh Bowery’ego – australijskiego designera, który z autokreacji uczynił filozoficzny performens. Leigh każdego dnia testował granice wytrzymałości zastanego kanonu piękna. Wymykał się wszelkim standardom i normom. Szokował, prowokował, fascynował. Był chodzącą rzeźbą, obrazem, postacią z science fiction lub horroru. W zależności od tego, jaki efekt chciał osiągnąć, sięgał po różne materiały. Od tiulu po lateks.

Całe jego życie było żywym spektaklem. Było mieszanką kiczu i geniuszu, wobec którego nie można było przejść obojętnie. Jedynych fascynował, innych gorszył i oburzał. Wywoływał skrajne emocje, bo tylko takie miały dla niego znaczenie. Żył krótko i intensywnie, wiedząc, że nie ma dużo czasu. Zmarł w wieku 33 lat na powikłania związane z AIDS.
Można by przypuszczać, że naturalnym miejscem na retrospektywę Bowery’ego byłoby muzeum V&A, które słynnie z wystaw poświęconych ikonom mody. Jednak to nie ono, a Tate Modern pokazuje w swoich wnętrzach twórczość Leigh. Stawiając go na równi z wielkimi malarzami, rzeźbiarzami oraz performerami, którzy tworzą sztukę współczesną, mówi nam wyraźnie: „Leigh Bowery jest sztuką”.

Nie byłoby jego twórczości, gdyby nie jego wyjątkowa relacja artysty z ciałem. Traktował je jako tworzywo, które można w dowolny sposób modelować, za każdym razem osiągając inny, dramatyczny i przeskalowany efekt. Za pomocą gorsetów zniekształcał je tak, aby osiągać efekt kobiecej talii. Ściskał nadmiar ciała na klatce piersiowej, tworząc wrażenie kobiecych piersi i rowka – uznawanego za symbole seksapilu. Eksperymentował, nie zważając na ból. Ciało było dla niego także substytutem malarskiego płótna, które pokrywał różnego rodzaju barwnikami, tworząc nowy rodzaj makijażu. Dawał mu on możliwość, wręcz natychmiastowej, transformacji w zupełnie inną osobę. Z początku, dotyczył on jedynie wybranych elementów twarzy, na końcu pokrywał ją niemal całą, włącznie z ogoloną do tego celu, głową. Było też, a może przede wszystkim, platformą do dostarczania mu seksualnych doznań, które pełniły w jego życiu równorzędną rolę do sztuki. Masturbował się cztery razy dziennie, obnażał przed przyjaciółmi, uprawiał seks z nieznajomymi w publicznych toaletach, za co groziła mu deportacja. Fascynowało go męskie ciało i jego plastyczność. Dla niego proces kreacyjny miał tę samą emocjonalną trajektorię co orgazm.

Bowery, poprzez sposób w jaki odnosił się do swojego ciała, widząc w nim raczej plastyczną materię niż raz zdefiniowaną formę, zmienił diametralnie, tradycyjny sposób postrzegania piękna, płci oraz fizycznej tożsamości. Obalił obowiązującą estetykę opartą na kolorystycznym kanonie. Łączył przeciwstawne sobie barwy i struktury tkanin. Z wykluczających się elementów stworzył znak rozpoznawczy. Bowery z pełną świadomością wykorzystywał swoje obfite kształty, ubogacając je zarówno żeńskimi elementami (sztuczne piersi) jak i groteskowym makijażem, który z jego twarzy czynił, raz maskę clowna, a kiedy indziej, oblicze lalki z sex shopu. Jego ciało było w nieustannym procesie transgresji i transformacji. W odróżnieniu od obowiązujących kanonów piękna w przemyśle modowym, Bowery nie dążył do jego idealizacji. Wręcz odwrotnie. Do pokazania, iż jest ono zdolne do każdej formy i anty-formy i każde jego wcielenie jest samodzielną definicją piękną, które nie podlega żadnej nowej kategoryzacji.

– Zamiast malować czy rzeźbić wszystkie te pomysły wkładam na siebie – mówił. Był niesamowicie wyczulony na strukturalność materiałów, na to jak funkcjonują one w kontakcie z ciałem i światłem, zarówno sztucznym jak i naturalnym. Mógł godzinami opowiadać o ubraniach, modzie i samokreacji. Przebywanie z tkaninami, dotykanie ich i przetwarzanie w nowy, samodzielny obiekt, dawały mu wręcz fizyczną przyjemność. Były przedłużeniem aktu seksualnego, substytutem prokreacji.
Prace Bowery’ego często zacierały granice między płciami, stając się androgenicznymi rzeźbami. Podczas gdy występy drag queen przeważnie łączą się z przesadnym przedstawianiem kobiecości, jego perfermensy nie były tak jednoznaczne, przez co wprowadzały widzów w stan dysonansu poznawczego.
Bowery stanowczo odrzucał presję, aby tworzyć sztukę binarną, zamiast tego tworzył całkowicie własną wizję, która balansowała pomiędzy hiper-męskością, a hiper-kobiecością.

Z pozoru, twórczość Bowery’ego może wydawać się płytka i karykaturalna. Stworzona na potrzeby nocnych klubów i narkotycznych wizji. Nic bardziej mylnego. Za świecącą powłoką kryje się głęboki przekaz. Bowery celowo sięga po groteskę. Uwypuklając poszczególne części ludzkiego ciała do tego stopnia, iż stają się one wręcz nierozpoznawalne, tworzy satyrę na cały przemysł modowy i jego obsesję na punkcie wyidealizowanego piękna, które traktuje ciało jak towar podlegający standaryzacji. Ma mieć odpowiednie wymiary i wagę niczym bagaż w Ryanairze. Bowery patrzy na ludzkie ciało jako na niepowtarzalną formę, której oryginalność i piękno leży w jego braku pożądanych proporcji.
Kiedy Leigh Bowery odegrał swój słynny „porodowy” performens – w którym pojawił się na scenie jako ciężarna postać, „rodząca” swoją partnerkę, Nicolę Bateman – chciał w ten sposób wyrazić swój bunt wobec biologicznych i społecznych ról, które krępowały współczesne mu społeczeństwa. Dzisiaj jego bunt wyglądałby zapewne inaczej.

Życie Bowery’ego było jednym wielkim teatrem. Starannie wyreżyserowanym aktem, mającym osiągnąć konkretny cel – dać mu sławę. Kiedy szedł ulicą, zachowywał się jakby był na wybiegu, kiedy spotykał się z przyjaciółmi, odgrywał scenę prosto z filmu. Prawie nigdy nie zdejmował teatralnej maski, dzięki której mógł być zarówno aktorem jak i widzem. Jedną z nielicznych osób, która widziała jego pozbawionego makijażu i w pewien sposób, bezbronnie prawdziwego był Lucian Freud.
Leigh był oczarowany intelektem artysty. Zresztą nie on jeden. Mało kto potrafił oprzeć się jego urokowi. Freud był niebezpieczną mieszanką inteligencji, urody i nieskazitelnych manier, co powodowało natychmiastową reakcję zdejmowania majtek wśród jego modelek i modeli. Z Leigh było podobnie. Z początku Freud planował namalować go w ubraniu, ale nie zdążył powiedzieć słowa, kiedy Leigh stanął przed nim nagi i widząc jego zdziwienie wyksztusił – Czy to nie to, czego chciałeś? Namalować mnie nagiego?

W Leigh nie było nic pięknego, a przynajmniej nie w ramach klasycznego piękna. Był otyły z jajowatą głową, pokryty dziwacznym makijażem z czasem zastąpionym maską, która nadała mu wyglądu seks-lalki. Być może ta zewnętrzna, krzykliwa powłoka zafascynowała Freuda do tego stopnia, że zechciał ją zdrapać. Zupełnie jak dziecko, dla którego o wiele ciekawsze jest to, co dzieje się pod strupem. Obaj artyści spędzili ze sobą dużo czasu. Według Sue Tilly, przyjaciółki Bowery’ego, Leigh bardzo zmienił się pod wpływem Freuda. Zaczął nawet naśladować jego sposób mówienia. Na szczęście Freud pozostał sobą i mimo długich miesięcy wypełnionych intymnością, zarówno fizyczną jak i duchową, nie zdecydował się na noszenie gumowych masek na twarzy. Za to jego fascynację monstrualnym ciałem Leigh widać na każdym z obrazów, a zwłaszcza na szerokim na ponad metra płótnie, na którym Freud namalował szczegółowe studium jego penisa.

Od urodzenia Leigh był wielki. I to dosłownie. Ważył więcej niż przeciętny noworodek, a do szkoły jeździł ze świadectwem urodzenia na wypadek kontroli biletów. Żaden z konduktorów nie chciał bowiem uwierzyć, że temu przerośniętemu chłopcu przysługuje bilet ulgowy. Od dziecka miał też jeden cel-być sławnym. Wiedział także, że jest tylko jedno miejsce na świecie, w którym może to osiągnąć: Londyn. W owym czasie, stolica Wielkiej Brytanii była epicentrum dogorywających punków i rodzących się „Nowych Romantyków”, upajających się muzyką, modą i eskapizmem. Leigh w wieku 19 lat opuścił rodzinne Melbourne i z jedną walizką, do której oprócz kilku podstawowych rzeczy zapakował przenośną maszynę do szycia, wylądował na Heathrow. Podczas pierwszego Sylwestra, który spędził samotnie w wynajmowanym mieszkaniu, zapisał w swoim pretensjonalnym pamiętniku, prowadzonym w stylu Jane Austin, następujące postanowienia:
– schudnąć do 76 kg
– uczyć się wszystkiego, co się tylko da
– nosić codziennie makijaż
– być sławnym w sztuce, modzie lub literaturze
Oprócz pierwszego postanowienia, wszystkie pozostałe udało się mu zrealizować. Marzył o pracy w departamencie kostiumów w National Opera lub w BBC, ale oba te miejsca były poza jego zasięgiem. Zaczął więc pracę w Burger King. Szybko przyszło rozczarowanie, gdyż jak twierdził „ludzie, z którymi pracuję nie mają pojęcia o modzie.” Przez pierwsze dwa lata pobytu w Londynie, uporczywie szukał swojego miejsca. Wiedział, że nie jest ono w sieci fastfoodowej, ale w nocnych klubach. To tam była scena i widownia, przed którą chciał dokonać ekshibicjonistycznego objawienia. Wiedział, że ten moment w końcu musi nadejść. Codziennie więc penetrował każdy z możliwych klubów w nadziei, że w końcu zostanie zauważony.

Jego sytuacja finansowa nie była wtedy najlepsza, więc aby zaspokoić swój głód wiedzy, kradł książki z National Gallery. W końcu, nadszedł dzień, w którym Leigh wyszedł z cienia i niczym meteoryt wylądował w centrum jednego z najsłynniejszych klubów Chachas, prowadzonego przez Scarlett Bordello i Marię Malla Pasta. Chachas było miejscem, w którym trzeba było być. Przychodzili do niego wszyscy. Nowe pokolenie młodych gejów, którzy lubili towarzystwo kobiet i unikali, typowych, homoseksualnych klubów.
Heteroseksualni mężczyźni, którzy cenili sobie jego niezobowiązującą atmosferę oraz kobiety gotowe na eksperymenty seksualne w toalecie. Leigh był tam w każdy wtorek wieczorem. Za każdym razem, starannie wybierając swój ubiór, który traktował jako artystyczny manifest. To właśnie w Chachas poznał Trojana swojego wieloletniego przyjaciela, którego uwielbiał i całe życie miał nadzieję, że będą razem. Niestety, poza krótkim epizodem seksualnym, który był wynikiem odurzenia narkotykami, nic więcej się nie wydarzyło.
W tamtym czasie Bowery stracił pracę w Burger Kingu, gdyż odkryto, że podbierał pieniądze z kasy. Życie klubowe stało się więc jego pełnoetatowym zajęciem. Niestety Chachas został zamknięty w 1983, więc Bowery został zmuszony znaleźć sobie nowe miejsce. Przez kolejne dwa lata krążył po różnych klubach dochodząc do wniosku, że równie dobrze mógłby prowadzić swój własny interes. Na okazję nie musiał długo czekać. Na początku stycznia 1985 roku spotkał się z Tonym Gordonem, który zaproponował mu wspólne otwarcie nowego klubu. Miał nawet na oku konkretny lokal, który wcześniej służył już jako podobne miejsce, ale bez większego sukcesu, ale za to był świetnie zlokalizowany, w samym centrum Leicester Square. Huczne otwarcie, Taboo, bo taką nazwę zaproponował Leigh, odbyło się 31 stycznia. Obowiązujący w klubie dress code był prosty: „ubierz się tak jakby wszystko od tego zależało lub spadaj”. Gwiazdą klubu był oczywiście Bowery i wiele osób przychodziło tylko z jego powodu do Taboo. Tam też poznał Nicolę Bateman, która później została jego żoną. Dla niego ślub był performensem z benefitem – pozwolił mu uniknąć deportacji, po tym jak został aresztowany za uprawianie seksu z żonatym mężczyzną w publicznej toalecie. Dla Nicole to była miłość, a raczej może fascynacja ekscentrycznym Australijczykiem, który wymykał się każdej regule.

Bardzo szybko klub stał się jednym z kultowych miejsc w Londynie. Zamknięcie go w momencie, kiedy był u szczytu polarności przyczyniło się do stworzenia jego późniejszej legendy. Przez następne 10 lat, za każdym razem, gdy otwierał się nowy klub mówiono – „to będzie drugie Taboo”
Moda i cały przemysł z nią związany był w centrum optyki Leigh. Po przyjeździe do Londynu zapisał w swoim dzienniku:” Wierzę, że moda (gdzie wszystkie dziewczyny mają białą skórę, niebieskie oczy oraz blond falujące włosy i noszą ubrania w rozmiarze 10 i gdzie wszyscy mężczyźni mają białą karnację, noszą wąsy, mają krótko przystrzyżone blond włosy) jest do niczego. Uważam, że po pierwsze, indywidualizm jest istotny i dlatego nie powinno być żadnych nadrzędnych zasad dotyczących wyglądu i zachowania. Stąd też chcę wyglądać najlepiej jak potrafię, poprzez moją indywidualność i ekspresyjność. Myślę, że ubrania, którymi jestem zainteresowany stoją w całkowitej kontrze do tych, które preferują masy. Wierzę jednak, że jest pewna mniejszość, która ma taki sam styl jak ja”.

Z początku Leigh sam sobie szył ubrania, które projektował w stylu Nowych Romantyków. Kiedy poznał Rachel Auburn – znaną już wtedy projektantkę mody, ta namówiła go, aby spróbował sprzedawać swoje ubrania na Kensington Market. W 1983 r. Leigh zaczął eksperymentować z tzw.” Paki from Outer Space” wizerunkiem, który polegał na całkowitym pokryciu twarzy zieloną, czerwoną lub niebieską farbą. Wkrótce zgolił także włosy na łyso, aby w ten sposób zyskać dodatkową powierzchnię na plastyczne eksperymenty. Swoją nowo ogoloną głowę pokrywał cieknącą farbą, aby w ten sposób uzyskać płynące, od czubka głowy, regularne strugi monolitycznego koloru. Wkrótce znudziły się mu te Pollockowskie nacieki i zapragnął zmienić kształt swojej głowy. Jego pragnieniem było uzyskanie spiczastego zakończenia. Aby osiągnąć taką formę próbował wszystkiego: od pianki do golenia po bezę, którą pewnego dnia przykleił sobie do głowy. Nic nie pomogło. Zaczął więc nosić na głowie specjalny hełm, w pożądanym przez niego kształcie, do którego po bokach przyczepił puszki z aerozolem. W tym samym czasie, na jego policzkach pojawiły się pierwsze nakłucia, które miały służyć jako otwory do przekazywania światła płynącego z żarówki zainstalowanej wewnątrz jego jamy ustnej. Pomysł jednak upadł na etapie projektowania. Otwory zostały wykorzystane w innym celu: do połączenia plastikowych ust i agrafek. Pod koniec lat osiemdziesiątych Leigh postanowił całkowicie zakryć twarz. Z różnych materiałów szył maski, które miały specjalne otwory na usta i oczy, na które nadal nakładał makijaż. W tym samym czasie przyszła jego fascynacja cekinami, które Nicola mozolnie naszywała na wszystkie jego ubrania. Powoli Leigh Bowery znikał, a jego miejsce zajmowały kolejne jego wcielenia. Raz przypominał humanoida, raz chodzącą rzeźbę, a raz żywą instalację kwestionującą nie tyle zastany kanon piękna, co tworzącą nową definicję sztuki jako pochodnej identyfikacji seksualnej.

Twórczość Bowery’ego pozostawiła trwały wpływ na współczesnej sztuce, modzie i queer performance. Jej wpływ można dostrzec w pracach projektantów takich jak Alexander McQueen i John Galliano, a także artystów jak Matthew Barney czy Lady Gaga, którzy podobnie jak Leigh, wykorzystują swoje ciało jako transformacyjne medium. Leigh Bowery stanowczo odrzucił tradycyjną estetykę, torując tym samym drogę tym, którzy tworzą nowe definicje piękna, płci oraz sztuki. Relacja Leigh Bowery’ego z ludzkim ciałem była kluczowa dla jego twórczości i nadal jest dla tych, którzy czerpią z niej inspirację. Leigh spoglądał na ludzkie ciało jako na nieograniczone miejsce artystycznych eksperymentów, które może przybierać różne formy wymykające się za każdym razem kolejnym definicjom. Jego twórczość jest świadectwem potęgi ludzkiej wyobraźni i samouwielbienia. Jest zwycięstwem indywidualizmu nad masami.
Obecna retrospektywa w Tate Modern być może jest prowokacją w stylu Leigh Bowery’ego, który widząc swoje majtki w gablocie znajdującej się kilkanaście metrów od kultowych obrazów Rothko musi zanosić się ze śmiechu, a być może jest przywróceniem mu należytego miejsca w dziejach historii sztuki współczesnej, której przecież jednym z głównych celów jest wywołanie u widza szoku. Jakąkolwiek odpowiedź byśmy przyjęli i tak będzie ona w sprzeczności z tą, której udzieliłby nam sam Leigh. W myśl jego słów: „Jeśli mnie zaszufladkujesz, zanegujesz mnie”.
Wystawa „Leigh Bowery!”, potrwa do 31 sierpnia 2025 w Tate Modern.












