Kiedyś, w latach 60-tych, Michelangelo Pistoletto zestawił Venus ze stertą szmat i tym samym stworzył jeden z najważniejszych antykonsumenckich manifestów ostatnich czasów –„Jest to dzieło, które wzywa do odnowy, do konieczności znalezienia równowagi i harmonii między dwoma umysłami. Jeden reprezentuje piękno, a drugi skrajny konsumpcjonizm” – powiedział.

Prawie sześćdziesiąt lat później, w 2025 roku, David Shrigley instaluje w jednej z londyńskich galerii monstrualne kopce. Powstały one z ponad dziesięciu ton starych lin, które artysta kolekcjonował przez ostatnie miesiące jeżdżąc po całym kraju. W odróżnieniu jednak od Pistoletto, Shrigley nie wskazuje na żadne głębsze znaczenie swojej pracy. Wręcz odwrotnie, przyczepia do niej metkę- milion funtów – budząc tym samym więcej kontrowersji, niż można byłoby się spodziewać. Wszak po minimalizmie, Arte Povera, sztuce konceptualnej, land art i bananie Maurizio Cattelana, trudno jest jeszcze wyjść z czymś, co sprowokowałoby krytyków sztuki do zadania pytania: „czy to jest jeszcze sztuka”? Pytanie, które paradoksalnie nie odnosi się do sterty sznurów i linek, ale do niewidzialnej metki, która zrównuje dzieło sztuki z produktem. Nie jest to jednak nic odkrywczego ani szokującego. Każde dzieło sztuki ma swoją wartość. Począwszy od emocjonalnej po aukcyjną. Rozbieżność jest wielka. Trendy kreaują domy aukcyjne i doradcy finansowi. Co prawda, coraz głośnej mówi się, że obecnie inwestowane w sztukę jest projektem długoterminowym, który nie gwarantuje już, jak kiedyś, szybkich zwrotów, to jednak nadal są dobrym funduszem inwestycyjnym dla określonej grupy osób. Cena aukcyjna obrazu czy rzeźby nie jest pochodną jej wartości. Raczej mówi nam, ile należy dzisiaj zainwestować w dany przedmiot. Emocje nie mają tutaj nic do powiedzenia. Shrigley nakładając cenę za swoje dzieło, nie robi nic nadzwyczajnego. Każdy z artystów wycenia swoje prace według własnego uznania. Jednak zaproponowany przez niego milion funtów szokuje dzisiaj co poniektórych, równie mocno jak £2297 (warte dzisiaj około £ 38732) wydane przez Tate na zakup 120 cegieł Carl Andre (Equivalent VIII), w 1972 roku.

Sam David Shrigley twierdzi, że pomysł na tę pracę powstał specjalnie z myślą o środowisku galerii komercyjnych. Cenę, jaką zaproponował, uznaje za „prowokację”, twierdząc przy tym, że jego zdaniem milion funtów za „gigantyczne dzieło sztuki, stanowi doskonałą cenę” w porównaniu z kwotami osiąganymi za prace o podobnych rozmiarach. Jednak, jak sam zaznacza, „dla osoby, która nie jest znawcą sztuki, cena ta prawdopodobnie wydaje się absurdalna”.
Pomijając kwestię finansową, kopce Shrigley’a wyglądają doskonale. Przypominają stare dobre czasy sztuki konceptualnej czy Arte Povera. Są sztuką wychodzącą poza ramy sztuki, są obiektem wymykającym się klasyfikacji i jednoznacznej interpretacji. Ich monstrualne gabaryty intensyfikują zapach, który niczym mgła, unosi się nad nimi. Tworzy go mieszanina starej farby, brudu i specyficznego aromatu lin, który sprawia, że jej odbiór staje się doświadczeniem wielozmysłowym.

Większość wykorzystanych przez artystę materiałów stanowią zużyte liny służące wcześniej do celów morskich. Mamy więc tutaj masywne liny cumownicze, cienkie sznury widoczne na bojach znakujących, jak również liny z których zbudowane są pułapki na kraby i homary. Inne sznury i linki zostały uzyskane od szkół wspinaczkowych, chirurgów drzew, morskich farm wiatrowych oraz firm zajmujących się myciem okien. Krótsze kawałki Shrigley zebrał samodzielnie z wybrzeży w całej Wielkiej Brytanii. Wszystkie użyte do tej instalacji materiały zostały poddane obróbce i oczyszczone, co w przypadku lin wyciągniętych z morza było wyjątkowo ważnym etapem w procesie twórczym. Zapach jednak nadal pozostał.
David Shrigley znany jest z prac prowokujących do myślenia. Jego twórczość bowiem oscyluje wokół kondycji istoty ludzkiej i jej interakcji z otaczającym ją światem. Bardzo często w swoich grafikach używa on zarówno obrazu jak i tekstu, tworząc w tej sposób swoistego rodzaju komentarz niewymagający dalszego wyjaśniania.
Teksty, które pojawiają się na jego pracach, z jednej strony odsłaniają absurd świata, w którym żyjemy, z drugiej samego autora, który jawi się nam jako osoba obdarzona nieprawdopodobnym zmysłem spostrzegania, okraszonym poczuciem humoru przynależnym jedynie do inteligentnych osób. Jego twórczość jest kwintesencją brytyjskiego humoru, swoistego rodzaju mieszanką Monty Pythona i League Of Gentlemen. Jest też cichym hołdem złożonym Marcelowi Duchamp, którego Shrigley uznaje za jednego z kluczowych artystów w swoim życiu.
Jeden z plakatów Davida Shrigley’a ma taki oto napis: „W swojej pracowni artysta nie ponosi żadnej społecznej odpowiedzialności, ale kiedy artysta wystawia swoje prace wszystko ulega zmianie”.

Jego prace nie tylko odrzucają techniczną perfekcję, ale przede wszystkim pozycjonują humor jako kluczowe narzędzie krytyczne w sztuce współczesnej. Dzięki temu zabiegowi są uznawane za przystępne przedstawianie złożonych idei filozoficznych, które bardzo często wymykają się formom wizualnym. Shrigley wykorzystuje humor i autoironię do konfrontacji z takimi tematami jak śmiertelność, porażka, autorytet i złożoność bycia człowiekiem.
Szacuje się, że każdego roku do oceanów trafia około 640 000 ton zużytych lin morskich i sieci rybackich. W niektórych przypadkach sieci i liny są rozdrabniane i przetwarzane na nici, z których następnie wytwarzane są różnego rodzaju tekstylia— ale zazwyczaj nie ma to miejsca w świecie sztuki. Patrząc na dziesięć ton zużytych lin, których wpływ na degradację środowiska jest niezaprzeczalny, nie sposób jednak nie dostrzec w pracy Shrigley o wiele większego znaczenia niż tylko żart z kondycji rynku sztuki współczesnej. Nawet jeśli sam artysta stanowczo się od tego odcina.
David Shrigley: Exhibition of Old Rope, Stephen Friedman Gallery, do 20 grudnia 2025












