Jeszcze jako kluczowy członek grupy Gutai, która w latach 50 i 60. XX wieku, odgrywała najważniejszą rolę na scenie artystycznej w Japonii, Takesada Matsutani przeniósł się do Paryża. Był rok 1966, malarz otrzymał wtedy stypendium od rządu francuskiego w wyniku zdobycia pierwszej nagrody w konkursie artystycznym Mainichi.

Od tamtego momentu minęło 60 lat i właśnie z tej okazji można oglądać jego prace w Londynie w Hauser&Wirth Gallery w sercu Myfair. W ciągu ostatnich kilku lat Matsutani pojawiał się na dużych retrospektywnych wystawach, w Centre Pompidou w 2029 roku oraz w Opera Gallery w Tokyo w 2024. Szczególnie ta ostatnia wystawa znaczy najwięcej dla samego artysty, bo ukazuje całą złożoność jego twórczości kierowanej do Japończyków.

Matsutani wyjeżdżając z Japonii – nie mogąc tego przewidzieć – pozostał na emigracji we Francji. Stąd, dla wielu ludzi sztuki, stanie się też odkryciem, a nawet próbą innego spojrzenia na jego malarstwo, które nawigowało przez dekady w sferę minimalizmu, zachowując co prawda, ów szczególny pierwiastek, który nadaje mu szczególnej tożsamości od początku funkcjonowania w Gutai.
Pamiętamy dobrze jak swego czasu artysta eksperymentował z klejem winylowym, manipulując substancją w celu stworzenia bulwiastych i zmysłowych form, przypominających ludzkie krągłości i rysy twarzy. Nakładał klej na płótno, pozostawiając go do częściowego wyschnięcia, aby utworzył kruchą powłokę, a następnie artysta nadmuchiwał go własnym oddechem za pomocą słomki. W ten sposób Matsutani ożywiał obraz.

Od tamtego okresu wciąż pozostaje wierny tej koncepcji i kontynuuje tę formę twórczości artystycznej. Włącza farbę akrylową, aby nadać klejowi głęboki fioletowy kolor, który zaczął eksplorować w ciągu ostatnich pięciu lat. Przekształcając, lepką substancję w stałe, trójwymiarowe formy.

Wydaje się, że z biegiem lat Matsutani stał się filozofem, Próbuje zatrzymać czas i uchwycić zawieszoną chwilę. To jest swoisty i oczywisty powrót do mentalności jego świata, dziedzictwa kulturowego, tradycji artystycznej, w której próba definiowania ulotności czasu stała się nadrzędnym kluczem do rozpoznawania języka sztuki. Rzecz jasna Matsutani rzucił wyzwanie tradycyjnemu malarstwu, wykorzystując niekonwencjonalne, codzienne materiały na powierzchni swoich prac winylowych, budując napięcie między płaskością, a rzeźbiarskim wybrzuszeniem, swoistą formą assemblage. W tym przypadku drewniany kij stanowi podstawę rzeźby, na którą artysta nakłada klej, tusz i akryl. Jego prace stanowią połączenie miękkich i twardych form materiałowych.

Matsutani musiał przezwyciężyć wszystkie obawy – nie mówił wszak ani słowa po francusku. „Pierwsze wrażenie po przyjeździe do Francji było takie, że jest tu inaczej. Miasta były imponujące architektonicznie i zamieszkane przez wyrafinowanych, pewnych siebie ludzi. Zaproponowano mi wybór studiów w Szkole Sztuk Pięknych lub Sorbony. Pierwsze wizyty w miejskich muzeach przyniosły jednak pytanie: skąd wzięła się ta kultura, to podejście do życia? Gdzie była jego przeszłość? Zatem, przez dwa kolejne miesiące podróżowałem. Moje poszukiwania rozpoczęły się w Luksorze, a następnie w Grecji. Przejechałem przez Włochy, wracając do Paryża pod koniec listopada. Zacząłem rozumieć więcej”.
Właśnie w Paryżu w latach 70., gdzie pracował przy ograniczonych możliwościach został poniekąd zmuszony do ponownego przemyślenia podstawowych narzędzi tworzenia sztuki. Wtedy zaczął tworzyć prace złożone z rozległych połaci czarnego grafitu na arkuszach papieru wielkości murali.

Grafit stał się jego polem eksperymentów. W jakiś sposób echo ducha Gutai, polegającego na „robieniu tego, czego nikt wcześniej nie robił”, Matsutani na nowo wyobraził sobie grafit i klej winylowy jako narzędzia artystyczne, przesuwając granice ich zastosowań do granic możliwości.
Na wystawie w londyńskiej galerii widzimy obecnie, w jaki sposób artysta wykracza poza jego konwencjonalne zastosowanie. Matsutani w swojej pracy „Magic Box” za pomocą bawełnianej tkaniny z grafitem, łączącej drewniany sześcian z kolumną sięgającą sufitu galerii, artysta pogłębia tę grę w niespotykany dotąd sposób, będący kwintesencją jego eksperymentów z klejem.
Jako jeden z ostatnich żyjących członków grupy Gutai, 1 stycznia 2026 roku skończył 89 lat, ale nadal codziennie pracuje w swojej paryskiej pracowni, co widać w nieustępliwej energii, która przejawia się zarówno w jego historycznych dziełach, jak i nowych płótnach prezentowanych na wystawie.

„Matsu” w języku japońskim oznacza sosnę, zaś „tani” to dolina. „Matsutani” wskazuje na obecność w naturze. Takesada Matsutani żyje w zgodzie z nią. Szuka bowiem ideału. Tylko natura daje podpowiedzi, jak do tego celu dotrzeć.
Jako artysta jest wciąż niespełniony. Na początku malował waginy i pośladki. Z czasem formy biomorficzne. Teraz maluje wodę i światło. Mówi od 40 lat, że właśnie „światło ujawnia szeroką gamę odcieni szarości w czarnych pigmentach nakładanych kolejno po linii”.
W subtelnej modulacji wygląda jak pieśń deszczu. Impregnacja, którą porównuje do liturgicznych zaklęć Shomyo, buddyjskich mnichów Koyasan z Wakayamy. Mowa przecież o Japończyku z krwi i umysłu.
Pochodzi z Osaki. Tam ukształtował się jako artysta. Kansai to był region, który podzielił Japonię na pół. Ktoś kto pochodził z Kansai był z awangardy. Jeśli pochodził z Kantō, to miał akademickie upodobania i konserwatywne poglądy. Takesada Matsutani urodził się w 1937 roku. Z powodu gruźlicy nie mógł studiować na Ôsaka Shiritsu Kogei Gakkô, zatem został samoukiem. Pokazał swoje prace po raz pierwszy, podczas konkursowej wystawy w Nishinomiya i tam dostrzegł go Shôsaku Arao, klasyk japońskiego malarstwa, znawca sztuki zachodniej i podobnie, jak niegdyś Tsuguharu Foujita, zafascynowany francuską kulturą. Arao zaoferował młodemu malarzowi pomoc w znalezieniu atelier oraz darmowe lekcje rysunku, dostrzegając w nim ogromny talent. Był rok 1957, a zatem przełomowy na japońskiej scenie artystycznej, albowiem pojawił się tam francuski krytyk Michel Tapié. Odkrycie japońskiej awangardy, to w dużej mierze jego zasługa. Legendarna postać francuskiej krytyki artystycznej, teoretyk sztuki, a przy tym kreator nowych zjawisk w malarstwie: Wolsa, Hansa Hartunga, Georgesa Mathieu, Sama Francisa. Tapié przyczynił się także do światowej kariery grupy Gutai, jako konceptu artystycznego.

Takesada Matsutani wykonał swoje pierwsze obrazy przy użyciu tradycyjnej, japońskiej techniki Nihonga podczas uczęszczania na zajęcia prowadzone przez Arao w Osaka Advanced School of Traditional Art. Była to bardzo osobista interpretacja natury i zdecydowanie pomaga dzisiaj zrozumieć, dlaczego Matsutani zwrócił się później w stronę Gutai.
Spotkał się wtedy z Sadamasą Motonagą. Starszy od niego, członek pierwszej formacji grupy, dostrzegł w Nishinomiya City Labor Hall młodego adepta sztuki, trochę samouka, sponiewieranego przez gruźlicę, jak sławny Shiraga Kazuo, a przy tym z ogromnym temperamentem i talentem. Zwrócił mu uwagę, aby przestał eksperymentować z farbami w stylu Dubuffeta czy Tapièsa, a zaczął myśleć o tym, jak spełnić wymagania Yoshihary aby wejść do Gutai.

Zachęcony przez Motonagę, którego wybrał na swojego mentora z myślą o tej perspektywie, Matsutani eksperymentował w poszukiwaniu techniki, która pasowałyby do jego zainteresowania elementami naturalnymi i formami biomorficznymi w szczególności. Ta ciekawość została wsparta przez jego przyjaciela biologa, który pokazał mu komórki pod mikroskopem. Matsutani szukał zatem odpowiedniego materiału, aby mógłby go, w pewnym sensie, przywłaszczyć. „Po okresie przeróżnych eksperymentów, wiosną 1962 roku wpadłem na pomysł użycia winylowego kleju do drewna, który można kupić wszędzie, w każdym sklepie. Układając płótno, płasko na podłodze i wylewając na nie klej, uzyskałem rodzaj okrągłego naleśnika i natychmiast odwróciłem płótno, aby klej zaczął spływać. Klej zaczął kapać, a gdy wysechł, tworzyły się stalaktyty. Wyglądały, w tym momencie jak wymię krowy. Tak się złożyło, że był wietrzny dzień, więc klej tworzył pęcherze, gdy wysychał”. Doszedł do wniosku, że zamiast polegać na przypadkowej interwencji siły naturalnej, sam dmuchał przez słomkę, aby klej pęczniał.

Całe to dziedzictwo jego sztuki, tkwi w nowym podejściu do malarstwa i przestrzeni. W Londynie widzimy jak droga Matsutaniego dotarła do pewnego celu. Mając oczywiście wiedzę i skondensowany świat, który napotkał. Czy można nazwać ten cel, określić jego brzegi? Z pewnością nie. Matsutani bowiem maszeruje dalej, posuwa się nieustępliwie do przodu, subtelnie kłuje woreczek wypełniony czarną wodą, aby mogła kapać przez kwadrat płótna na szczycie basenu, gdzie stworzył się przy tej okazji ruch koncentrycznych fal. To wielki ukłon, hołd złożony przeszłości, ale też wyznacznik dalszej drogi. Bo przecież bardziej interesuje go upływ czasu niż materializowanie przestrzeni poza rysunkiem. O tym jest wszak jego nowa wystawa. O przesuwaniu granic.
Takesada Matsutani, Shifting Boundaries, Hauser & Wirth, Londyn 2026












