Nie jest łatwo pisać o Tracey Emin, zwłaszcza teraz, w epoce „cekinowej waginy”, kiedy z fanatyczną siłą próbuje się wartościować sztukę wyłącznie z uwagi na płeć artysty. To infantylne i destrukcyjne działanie przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Parytety są szkodliwe we wszystkich obszarach, ale w sztuce są po prostu niedorzeczne. Zwłaszcza, jeśli mówimy o takich postaciach jak Emin, która nigdy nie potrzebowała innych kobiet, aby przejść do historii sztuki. Nie potrzebowała ideologii, by zawładnąć umysłami tak krytyków sztuki, jak i zwykłych odbiorców. Zrobiła to wyłącznie dzięki swojemu talentowi.

Tracey Emin przed obrazem „’The End of Love'”,. Wystawa A Second Life, Tate Modern, Londyn 2026

Tracey Emin jest brutalnie szczera i bezkompromisowa. I taka też jest jej sztuka. Trudna, bolesna w odbiorze, emocjonalna. Jest zaprzeczeniem klasycznego piękna i harmonii, a mimo to jest jego symbolem. Jest wynikiem głębokiej samoświadomości artystki, zarówno na poziomie introspektywnym, jak i cielesnym. W centrum świata Emin zawsze stało jej ciało. Ciało ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami i ułomnościami. Ciało, które potrafi być wrogiem, które zawodzi oczekiwania. Ciało, które nie pasuje, które jest obce. Ciało uszkodzone przez chorobę. Ciało stare. Ciało wykorzystane seksualnie. Ciało zgwałcone. Ciało, które mając zdolność wydania życia, kończy je w imię metafizycznych pragnień. Ciało przeciw ciału.

Tracey Emin, „Mad Tracey from Margate. Everyone’s been there”, 1997. Wystawa A Second Life, Tate Modern, Londyn 2026, ©wSztuce.

Wystawa „A Second Life”, która trwa obecnie w Tate Modern nie jest zwykłą retrospektywą, ani hołdem złożonym artystce. Nie jest, a przynajmniej nie powinna być kolejną wystawą do „zaliczenia”.   Jest i powinna być, wyłącznie zaproszeniem dla nielicznych.  Dla tych, którzy mają odwagę wejść w intymny świat artystki, w którym granice pomiędzy tym, co prywatne, a publiczne, przestały istnieć.

Prace Emin zawsze były komentarzem do jej życia. Rodziły się z jej bólu i traumy. Ale ta wystawa idzie o krok dalej. Zanim powstaje sztuka jest bowiem człowiek – w tym przypadku Tracey. Wszystko, co dzieje się potem, jest wynikiem tego, kim ona jest i czego doświadcza w swoim życiu.

Tracey Emin,”Life Model Goes Mad III”, 1996. Wystawa A Second Life, Tate Modern, Londyn 2026

Dla fanatyczek walczących o wymazanie Paula Gauguina i Pablo Picassa z historii sztuki, ta wystawa jest wyrokiem. Emin nie jest bowiem grzeczną dziewczynką, malującą kwiatki w wazonie i marzącą o zdetronizowaniu Matisse’a.  Jest kobietą, która w wieku 13 lat zakończyła edukację, po czym, cały wolny czas spędzała włócząc się po Margate, pijąc alkohol i odbywając stosunki seksualne z przypadkowymi, znacznie starszymi od niej mężczyznami. Mężczyznami, którzy podczas jej występu na konkursie tanecznym obrzucali ją wyzwiskami – dziwka, kurwa, latawica, powodując, że jak sama mówi – „Nigdy nie została tancerką”. Seks traktowała jako zabawę, próbę sił, eksperyment.

Oficjalnym kuratorem wystawy jest Maria Balshaw, ale tak naprawdę jest nią sama Emin. Jej głos, jej intymne zapiski dotyczące najbardziej traumatycznych wydarzeń z jej życia, jej zdjęcia zrobione w chwilach, kiedy ciemność i ból zdawały się trwać wiecznie, towarzyszą publiczności od pierwszych kroków. To trudne doświadczenie, przed którym nie ma, jak uciec. Jest bowiem jak wejście w czyjś umysł, duszę i ciało. Jest zgodą na to, aby poczuć niewyobrażalny ciężar beznadziei, z której nie ma wyjścia. Każda próba znalezienia pół-środka, jakim był dla Tracey Emin alkohol i seks, prowadził do jeszcze większej rozpaczy pociągając za sobą domino bolesnych wydarzeń.

Pracownia Tracey Emin, Wystawa A Second Life, Tate Modern, Londyn 2026.©wSztuce.

Tematem, wokół którego zbudowana jest ta wystawa jest ciało jako miejsce nowego życia. To nowe, nie zawsze oznacza lepsze. Nie zawsze pozbawione jest bólu. Ciało, jest pokazane jako przestrzeń eksperymentalna, jako miejsce nadziei, ale także jako pole bitewne, które w obliczu choroby i walki skazanej na przegraną, nie chce się poddać. Tracey Emin żyje bowiem na kredyt. Według niejednego lekarza powinna już dawno umrzeć. Rak pęcherza, stomia, sepsa, życie w cieniu śmierci. To jest rzeczywistość, w której żyje i tworzy ikona współczesnej sztuki. Jednym z mocniejszych akcentów tej wystawy jest łącznik, w którym po jednej stronie znajdują się akty zrobione w czasach, kiedy Emin była młoda, a po drugiej stronie, zdjęcia ukazujące jej ciało naznaczone nowotworem i stomią. Łącznik jest nie tylko fizycznym, ale również metaforycznym pomostem, między życiem przed, a życiem po raku.

Tracey Emin,”You were still There”, 2018.Wystawa A Second Life, Tate Modern, Londyn 2026.©wSztuce.

Jest też aborcja. A nawet dwie. Temat, który w Wielkiej Brytanii od pokoleń nie jest już polityczną przepychanką rozpalającą emocje pod dwóch stronach barykady. Emin otwarcie mówi o swoim doświadczeniu związanym z przerwaniem ciąży (była w 3 miesiącu), o jego fizycznych skutkach, które o mało nie doprowadziły ją do śmierci, o bólu spowodowanym źle przeprowadzonym zabiegiem, o traumie emocjonalnej, która cieniem położyła się na jej twórczość. Aborcja była dla niej „emocjonalnym samobójstwem”, przełomowym momentem, który zmienił wszystko. Po jej dokonaniu, artystka zniszczyła wszystkie swoje obrazy, zamknęła się w pracowni na trzy i pół tygodnia i zaczęła wszystko od nowa. Zaczęła nowe życie. Tate Modern odtworzyła pracownię z tamtego okresu. Jest nią niewielki pokój, w którym chaos fizyczny miesza się z emocjonalnym. Brudna bielizna, butelki po piwnie, papierosy tworzą razem z pracami artystki jedną spójną opowieść o człowieku, który zszedł do poziomu wszechogarniającej go ciemności. Zszedł do otchłani, a następnie wyszedł z niej zwycięsko. Tracey mówi o aborcji, że była ona jej „najlepszym błędem”. Mówi to pewnym głosem, z uśmiechem na twarzy. Tylko w jej oczach widać łzy i strach – dwóch niemych świadków tamtych wydarzeń, którzy pozostaną z nią na zawsze. Jedyne czego żałuje w swoim życiu, to palenia papierosów – mówi.

Tracey Emin, „I was too young to be carrying your Ashes”, 2017-18. Wystawa A Second Life, Tate Modern, Londyn 2026.©wSztuce.

Kiedy słucham wyznań Tracey Emin zarejestrowanych amatorską kamerą z lat 90-tych, wiem jedno, ta wystawa nigdy nie mogłaby być pokazana w Polsce. A nawet gdyby jakimś sposobem udało się to zrobić, stałaby się natychmiast politycznym manifestem. Na coś takiego Tracey Emin, nigdy by się nie zgodziła.

Obok mnie siedzą zarówno kobiety jaki i mężczyźni. Są w różnym wieku. Pochodzą z różnych środowisk. Są też, z uwagi na wczesną godzinę, młode matki z niemowlętami. Wszyscy w milczeniu wsłuchują się w słowa artystki, która z brutalną szczerością obnaża swoje najbardziej intymne doświadczenia. Doświadczenia, na bazie których powstaną następnie jej największe dzieła. Wokół mnie panuje wręcz nienaturalna cisza, która z minuty na minutę zaczyna ważyć coraz więcej. Mam wrażenie, że za chwilę, ktoś ją przerwie i wybuchnie płaczem.  Nic takiego jednak się nie dzieje. W milczeniu nabrzmiałym od słów Emin powoli ruszamy do kolejnych sal. Po drodze mijając ekspozycję dziecięcych bucików, obok której znajduje się półka z opaską szpitalną i małą butelką mefenaminy, tworząc kolejny most pomiędzy tym, co teraz, a tym, co wydarzyło się w latach 90-tych. Dla wielu osób, ból na tym etapie jest zbyt duży.

Tracey Emin jest największą współczesną brytyjską artystką. Jest damą i dobrem narodowym. Symbolem tego, co w sztuce najlepsze. A jednak, zarówno jej twórczość jak i ona sama – kobieta, która przeszła całą skalę ludzkiego cierpienia, sprawia, że jest w niej coś bliskiego. Coś, co otwiera w drugim człowieku zepchnięte i wyparte ze świadomości pokłady niewygodnych uczuć. Jest jedną z nas, mimo że tyle nas dzieli.

Fragment pracowni Tracey Emin, Wystawa A Second Life, Tate Modern, Londyn 2026.©wSztuce.

Tracey przez lata była symbolem dzikich lat 90., YBA, seksu, używek i alkoholu. Ale ta wystawa nie jest o tym, nie jest o jej buncie, o sukcesach przeplecionych porażkami. Jest o niej samej, jest całkowitym obnażeniem się pozwoleniem innym zobaczyć w niej człowieka przeoranego przez cierpienie. Ta wystawa jest wyrokiem na ciasnotę prowincjonalnych umysłów szukających cukierkowatych uniesień. Jest także, a może przede wszystkim, hołdem złożonym człowiekowi, zarówno wtedy, kiedy upada, jak i wtedy, kiedy się podnosi.

Emin ma nieprawdopodobną zdolność do przetwarzania traumy w sztukę. I to w wielką sztukę.  Jest przy tym brutalnie szczera, nie ukrywa się pod alegoriami czy symbolami. Tracey Emin nie chce zachwytu widza. Nie chce jego płytkich komentarzy. Chce jego samego, który w jej sztuce może znaleźć zrozumienie, którego nigdy nie doświadczył ze strony osób mu bliskich. Jej sztuka jest dowodem na to, że nie ma takiego stanu, takiego cierpienia, smutku, żalu czy gniewu, którego nie można pokonać. I to zwycięstwo nie dokonuje się w blasku fleszy, ale w ciszy czterech ścian.

Maska pośmiertna Tracey Emin. Wystawa A Second Life, Tate Modern, Londyn 2026.©wSztuce.

Wystawę kończy sala, której nie sposób nie odczytać inaczej niż jak pożegnanie. W jej centrum znajduje się maska pośmiertna Tracey, która artystka wykonała mając zaledwie 39 lat. Na jednej ze ścian wisi jeden z jej najbardziej poruszających obrazów zatytułowany: „I was too Young to be carrying your Ashes”, na którym widzimy Emin niosącą prochy swojej matki. Są też także takie prace jak „I watched Myself die and come alive” (2023) oraz “I am The Last of my Kind” (2019) nawiązujące do tematu przemijania i śmierci, zarówno w sensie fizycznym jak i intelektualnym. Jest to potężna dawka egzystencjalizmu niosąca w sobie echo słów Simone de Beauvoir- “Śmierć wydaje się być przypadkiem, ale nawet wtedy, kiedy jest oczekiwana, nadal jest przypadkiem”.

Tracey Emin, „I Followed you to the end’, 2024.Wystawa A Second Life, Tate Modern, Londyn 2026.©wSztuce.

Ostatnim obrazem, z którym zmierza się widz na tej wystawie jest „I Followed you to the end” z 2024 roku, będący refleksją Emin na temat oddania się doprowadzonego do granic możliwości, momentu, w którym miłość i cierpienie stają się nie do odróżnienia. Skąpana w czerwieni i czerni samotna postać kobiety wydaje się rozdarta między tęsknotą za więzią, a rozpaczą porzucenia, a jej odręczne wyznanie jest oskarżeniem tych, którzy spowodowali jej ból i izolację. Samo zdanie – „I followed you to the end” – wyraża poddanie się ostateczności miłości, jednocześnie wyznacza próg samorealizacji i przetrwania.

Wystawa „A Second Life” nie daje jednoznacznej odpowiedzi ani czym jest, ani gdzie się znajduje to „drugie życie”. Z tym, każdy z nas, musi się sam zmierzyć.

Tracey Emin / A Second Life/ Tate Modern, Londyn. Wystawa potrwa  do 31 sierpnia 2027.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj