Barbara Hepworth nie uważała siebie za feministką, choć wielu chciało ją taką widzieć. Jako silną kobietę walczącą o swoje miejsce w świecie sztuki zdominowanym przez mężczyzn. W rzeczywistości Hepworth była wrażliwą i delikatną osobą, której całe życie oscylowało wokół przekraczania granic, wynikających z pierwotnych możliwości kamienia. Jej walka była walką z materią, a nie ze społecznymi oczekiwaniami.

Siła Hepworth leżała w fizycznej zdolności do ukształtowania własnej wizji sztuki. Cała jej życiowa energia była skierowana na znalezienie rozwiązania, na które do tej pory nikt się nie odważył. Przekucie kamienia, którego dokonała w 1931 roku jest symbolicznym otwarciem nowego rozdziału w historii rzeźby. Miejscem, w którym kończy się era monumentalności, a zaczyna epoka kamiennego mariażu ze światłem, powietrzem i przestrzenią.
Hepworth, na przekor feministkom, nie znosiła kobiet, za to uwielbiała mężczyzn. Zwłaszcza krytyków sztuki pokroju Herberta Reada, któremu nie mogła darować, że robi wywiady z Henry Moorem, a nie z nią. Rodzina również nigdy nie była jej priorytetem. Jej życie zawsze należało do sztuki. Nie zmieniło tego ani przyjście na świat jej pierwszego syna, ani narodziny trojaczków. Pod tym względem była taka sama, jak jej koledzy po fachu, dla których intymne relacje były siłą napędową popychającą ich do coraz mocniejszego negowania zastanego porządku w sztuce i tworzenia nowych form. Konsekwencje wynikające z faktu bycia z drugą osobą były przez nich, w najlepszym przypadku, ignorowane.

Barbara Hepworth widziała siebie jako pioniera rzeźby. Taką chciała być postrzegana przez środowisko i taką zapamiętaną. I to życzenie zostało spełnione. Dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, że jest jedną z najważniejszych rzeźbiarek dwudziestego wieku, a jej wpływ na rozwój tej formy artystycznej jest nie do przecenienia.
Obecność jej prac zawsze wywołuje emocje. Bez względu na to, czy są one pokazywane w sterylnych przestrzeniach galeryjnych czy na wolnym powietrzu, tak jak ona sama, tego zawsze chciała. Ich język jest zrozumiały zarówno dla tych, którzy odwiedzają Yorkshire Sculpture Park jak i muzeum w Hakone. Jest w nich bowiem uchwycony uniwersalny przekaz związany ze zjawiskiem zmian wywołanych przez ruch. Mamy więc tutaj ruch wprowadzający świat w cykl życia i śmierci. Ruch muzyki, którego wibracje rozchodzą się po martwej i ożywionej materii. Ruch zmian technologicznych, które przeformatowują dotychczasowy świat i ruch napięć społecznych wynikających z nieustannym obcowaniem ze zmianą. Twórczość Hepworth, która przypadła na czas wielkich odkryć dwudziestego wieku jest dla współczesnego odbiorcy manifestem, pod którym może się z łatwością podpisać. Jest klarowna poprzez uniwersalizm języka i pojęć, do których się odnosi. Jest ponadczasowa i ponad kulturowa.

Najnowsza retrospektywa Barbary Hepworth zatytułowana „Art & Life” w fundacji Maeght w Saint-Paul-de-Vence jest tego najlepszym przykładem. Pokazuje twórczość artystki w kontekście takich zagadnień jak muzyka, taniec, nauka, kosmologia i socjologia, tworząc tym samym wyjątkową wizję sztuki i życia artystki. Wizję, która stała się doświadczeniem, zarówno jej współczesnych jak i tych, którzy przyszli i przyjdą po niej. Mimo tak głębokiego i ponadczasowego przekazu, na wystawę środowisko dziennikarskie spuściło kurtynę milczenia. O tak ważnym wydarzeniu większość branżowych mediów nawet nie wspomina. W czasach, kiedy promuje się chorobliwą ideologię „białego uprzywilejowania” i pisze się na nowo historię sztuki, zgodnie z obecnie panującymi nastrojami politycznymi, brak Barbary Hepworth w mediach nie powinna nikogo dziwić. A jednak, dziwi i boli.

Być może dlatego, że w czasach podziału i wzajemnej do siebie nienawiści w jakich obecnie żyjemy, twórczość Hepworth jest powiewem nadziei, gdyż odnosi się do tego, co łączy, a nie dzieli. Jest czysta i wolna od jakiejkolwiek ideologii. Jest transparentna i głęboko osadzona w niepodważalnych prawdach jakie niesie za sobą obcowanie z naturą, materią i drugim człowiekiem. Nie znajdziemy w niej odniesień do kolonializmu, praw środowisk LGBT, praw czarnych twórców, męskiego szowinizmu, fanatyków walczących o uznanie wyższości jednej religii nad drugą czy współczesnej polityki sparaliżowanej strachem przed urażeniem mniejszości.

Jej abstrakcyjne formy — zwłaszcza rzeźby z otworami i splecionymi ze sobą figurami — symbolizując połączenie, harmonię i równowagę, odzwierciedlają utopijne ideały, które ukształtowały powojenny, brytyjski modernizm. Dla artystki sam akt rzeźbienia był etyczną czynnością, zakorzenioną w ludzkiej pracy i autentyczności. Jej stanowisko kontrastowało z uprzemysłowionymi i bezosobowymi metodami produkcji, które stopniowo opanowywały świat przemysłu. W latach 50. i 60. XX wieku jej twórczość była „twarzą” brytyjskiej dyplomacji kulturalnej – wystawy rzeźbiarki za granicą były częścią szerszych działań mających na celu promowanie wizerunku angielskiego modernizmu jako humanistycznego, postępowego i pokojowego, w przeciwieństwie do skrajności prezentowanych przez radzieckie i amerykańskie ruchy. Jej sztuka stała się symbolem miękkiej siły w polityce Zimnej Wojny.

Nie bez znaczenia jest miejsce, w którym odbywa się wspomniana wystawa „Art & Life” a więc sama fundacja Maeght. Kiedy w 1953 roku Marguerite i Aimé Maeght stracili swojego syna Bernarda, który zmagał się z białaczką, ich świat stanął w miejscu. Z tętniącego życiem Paryża, gdzie z sukcesem prowadzili galerię, wycofali się do swojej posiadłości w Saint-Paul-de-Vence. Z paraliżującej ich żałoby wyrwał ich Georges Braque mówiąc – „Stwórzcie w tym miejscu przestrzeń dla artystów”, a Fernand Léger dodał: „Jeśli to zrobicie, ja przyniosę swoje bazgroły. Mogę nawet pomalować kamienie”. I tak zrodziła się pierwsza we Francji otwarta przestrzeń poświęcona sztuce współczesnej. Budynek zaprojektował kataloński architekt i przyjaciel Joana Miró, Josep Lluís Sert. Dokładnie 5 września 1960 roku ruszyły prace budowlane. W międzyczasie Miró zaczął tworzyć swój projekt dedykowany fundacji, czyli „Labyrinth”, składający się z monumentalnych rzeźb oraz murali z ceramiki, marmuru, żelaza oraz betonu współtworzony z przyjacielem z dzieciństwa Josepem Llorensem i Artigas. Do pracy ruszył także Chagall malując „Life” oraz wspomniany Braque, projektując mozaikę do patio. Na wewnętrznym dziedzińcu nowego budynku, Alberto Giacometti postawił trzy swoje rzeźby: „Homme qui marche”, „Femme debout” oraz „Grande Tête”. Natomiast Pierre Tal-Coat zainstalował ogromną mozaikę na otaczającym posesję murze. Alexander Calder, jeden z inicjatorów tego miejsca, przekazał fundacji swoją rzeźbę zatytułowaną „Les Renforts”, która znalazła swoje miejsce pomiędzy choinkami. Nowa przestrzeń artystyczna została oficjalnie zainagurowana 28 lipca 1964 roku przez André Malraux – pisarza i ówczesnego Ministra Kultury. I tak powstało jedno z ważniejszych miejsc dla artystów, oddalone od paryskiego epicentrum sztuki.

W tym czasie Hepworth była u szczytu swojej kariery, wkroczyła w okres szybkiego rozwoju i międzynarodowego uznania. Już wcześniej była traktowana jako jedną z czołowych brytyjskich rzeźbiarek, ale teraz zyskała nową popularność, zwłaszcza dzięki dużym zamówieniom publicznym i prestiżowym wystawom, mającym miejsce w kraju i za granicą. Jej wielkoformatowe rzeźby z brązu, zaprojektowane z myślą o przestrzeniach publicznych uosabiały nową monumentalność, odzwierciedlającą zarówno artystyczne ambicje, jak i powojenny optymizm. Hepworth coraz mocniej zaczyna wtedy funkcjonować w przestrzeni miejskiej. Jej fascynacja naturalnym materiałem jakim jest kamień czy marmur prowadzi ją do nowego tworzywa – żelaza i brązu. Materiałów nierozerwalnie związanych z powojennym klimatem odbudowy i sięgania po nowe formy. W rękach Hepworth te nowe, ciężkie i trudne budulce przybierają wręcz eteryczne formy, zdające się unosić nad ziemią. Dzieło takie jak choćby „Winged Figure” (1963) zaprojektowane dla londyńskiego budynku Johna Lewisa i zamieszczone na jego fasadzie, przywołuje skojarzenie motyla, który tylko na chwilę przysiadł na krawędzi budynku i za chwilę poderwie się do lotu. Jest w nim zarówno ruch miasta jak i natury będącej cały czas w procesie zmiany i przekształceń.

Chociaż Hepworth rzadko angażowała się bezpośrednio w politykę, jej sztuka z tego okresu była kształtowana przez głęboko humanistyczną wizję człowieka. Jej przebite formy, zrównoważone kompozycje i zazębiające się geometrie wskazywały na harmonię, pojednanie i połączenie — ideały, które silnie rezonowały w ówczesnym klimacie kulturowym. „Pozostając wiernym mojemu przekonaniu o prawdziwości materiału, odnalazłem dla siebie większą swobodę” – mówi w 1968 roku, w którym Tate Gallery organizuje jej pierwszą i ostatnią za życia, retrospektywę, a BFI/Arts Council zleci nakręcenie filmu o Hepworth podczas wspomnianej wystawy, dokumentując jej komentarze na temat dzieł artystki i samego procesu twórczego. Sam fakt nakręcenia takiego filmu pokazuje jak wysokim statusem cieszyła się Hepworth. Rok później zostaje pierwszą kobietą pełniącą funkcję członka zarządu Tate Gallery, którą to funkcję pełniła do 1972 roku.

Wystawa „Art & Life” w Fundacji Maeght jest mocnym głosem za pokojem w świecie podążającym za samodestrukcją. Głosem, tym bardziej słyszalnym, że rozbrzmiewającym w miejscu, które wybrali najwięksi artyści dwudziestego wieku na swoją przestrzeń, w którym dialog między sztuką, a naturą i między sztuką, a człowiekiem może swobodnie się odbywać. W miejscu, które zrodziło się z osobistej tragedii, która dotknęła małżeństwo Maeght i które to miejsce stało się symbolem nowego życia.
Fundacja Maeght jest głosem pocieszenia i nadziei skierowanym do wszystkich, którzy doświadczają pustki i rozpaczy po stracie najbliższych. Hepworth dzieli z nimi ten sam ból i rozpacz, wiedząc co znaczy strata dziecka, rozstanie, wojna, strach i walka o przetrwanie. Wie co znaczy żyć w świecie, który nie chce pokoju, w świecie napiętym konfliktami do granic możliwości. Wie także, że aby osiągnąć spełnienie, trzeba poświęcić wszystko inne.
Barbara Hepworth: Art & Life, Fundacja Maeght, St Paul de Vence. Wystawa czynna do 2 listopada 2025.












