Właściwie z ciekawości, bo galeria znajduje się tuż po sąsiedzku, wybraliśmy się, aby obejrzeć obrazy Teresy Pągowskiej. Wystawa pozornie mało przyciągająca, albowiem w dzisiejszym świecie rozbełtanych krawędzi, braku norm, świętości, niczego nie odkrywa, nie ma w niej euforii ani specjalnego znaczenia. Galeria, czyli Thaddaeus Ropac w Londynie jest równie spektakularna jak te dwie w Pantin czy Le Marais. Londyn, to jedna z trzech najważniejszych scen sztuki w szerokim świecie. Dlatego trzeba docenić tą obecność.

Teresa Pągowska i Ron Mueck to dwójka artystów, których prace pokazuje Thaddaeus Ropac w Londynie. W pierwszym odruchu to zestawienie polskiej malarki z australijskim rzeźbiarzem może zadziwiać. Nie jest to jednak dzieło przypadku. Jest bowiem coś co ich łączy: podejście do ciała.
W przypadku Muecka mamy hiperrealistyczne rzeźby, starające się odtworzyć ludzkie i zwierzęca ciała w sposób bardziej niż dokonały.
O przypadku polskiej malarki, czytamy w komunikacie prasowym, że: ”Pągowska, kluczowa postać w powojennej sztuce polskiej, jest znana ze swoich wrażliwych przedstawień kobiecej sylwetki i innowacyjnego wykorzystania czystego płótna jako elementu malarskiego. Pągowska eksperymentowała z abstrakcyjnymi, improwizacyjnymi tendencjami Art Informel, a także ekspresyjnym językiem malarskim, związanym później z ruchem Nowej Figuracji, aby rozwinąć swój charakterystyczny styl i rozszerzone podejście do ludzkiej formy”.

Niczego to nie prowokuje ani niczego nie wywraca w rozumieniu sztuki. Jest jedynie ciekawostką dla kolekcjonerów. Dla polskiego widza mogą to być sformułowania ważne, biorąc pod uwagę autorytet Teresy Pągowskiej, dla Brytyjczyka raczej wymiana wiedzy i wspomnień z innej planety artystycznej. O Pągowskiej napisano wiele w Polsce artykułów, zatem nie ma co ich powtarzać, bo jej preferencje i upodobania są doskonale znane, także jej inspiracje. Są też możliwe referencje, które dla Brytyjczyków będą oczywiste. Warto przytoczyć w tym miejscu jak Jean Claire w książce Le Livre des Amis przytacza słowa Francisa Bacona, że dla niego największą inspiracją byli Pablo Picasso i Alberto Giacometti. A Clair to komentuje: w ogóle tego nie widać…

Mamy tutaj typowe dla jej malarstwa elementy kompozycyjne: ciało centralnie ustawione, cienie, figury geometryczne w postaci linii przecinających płótno, krzyż, łazienkę, wyliczać tak można bez końca. Wielkość malarstwa zawsze wynika z jego oryginalności ze złamania dotychczasowego kanonu. Bez tego, nie byłoby historii sztuki, która zatrzymałaby się na malarstwie jaskiniowym. Nie byłoby też sztuki współczesnej, której kwintesencją jest kwestionowanie status quo.

Warsztat Pągowskiej nie budzi zastrzeżeń, niestety to za mało, aby uznać jej malarstwo za znaczące dla wielkiej historii sztuki. Ładna i wzruszająca jest ta wystawa, bo sięga do elitarnej, polskiej szkoły malowania sprzed kilku dekad, daje poczucie obecności w tym ogromnym świecie, w sumie bez kompleksu jakie daje otwarcie na rynku brytyjski, szumu nie będzie, rozwoju czy wpływu artystycznego także. Temat jest zamknięty i epigoński, ale wystawa Pągowskiej może będzie wyłomem. Oprócz jej obrazów wystawionych w hallu i na piętrze, pokaz ten daje również możliwość do zapoznania się z działalnością fundacji Staraków poprzez wystawienie ich katalogu przy głównej recepcji.

Z Ronem Mueckiem jest zupełnie inna historia. Jego nazwisko od dawna polaryzuje światową opinię publiczną. Część go nie toleruje, porównując jego hiperrealistyczna rzeźby do kiczowatych figur rodem z Madame Tussauds, część podziwia za jego nieprawdopodobną umiejętność w kopiowaniu ludzkiego i zwierzęcego ciała. To wrażenie „rzeczywistości” nie jest tylko optyczną iluzją, która znika wraz z bliższą inspekcją rzeźby. Wręcz przeciwnie. „Ciało” staje się jeszcze bardziej cielesne, a włosy, nawet te łonowe, jeszcze bardziej prawdziwe. Jego humaniory są często przeskalowane.

Ogromne sylwetki zajmujące niejednokrotnie powierzchnię całej sali, budząc tym samym szok i niedowierzenie w widzach. Nie sposób czuć się w ich obecności komfortowo. Jest bowiem coś nienaturalnego w dwumetrowym ciele „martwego” kurczaka, zwisającego z sufity głową w dół czy gigantycznym noworodku, zajmującego powierzchnię większą niż przeciętny garaż.
Rzeźby Muecka wyolbrzymiają ludzkie proporcje do niepokojącego stopnia. W przeciwieństwie do klasycznych monumentalnych rzeźb, których celem było wyidealizowanie ludzkiego ciała do granic możliwości, a przez to wskazanie na ich, nie tyle cielesną, co duchową doskonałość, jego przerośnięte sylwetki powiększają niedoskonałości ludzkiej formy – zmarszczki, żyły, pory i skazy – konfrontując widza z zintensyfikowaną wersją rzeczywistości. Nie zobaczymy w nich ponadnaturalnego piękna Michała Anioła, a raczej surowość Lucjana Freuda i Alice Neel. W ten sposób Mueck obala klasyczną tradycję, zastępując doskonałość hiperrealną intymnością i psychologiczną głębią.
Prace takie jak Boy (1999), stojący na wysokości ponad pięciu metrów czy Big Man (2000), potężna postać przykucnięta w pozie całkowitej bezbronności, ilustrują napięcie między siłą, a kruchością.

Psychologiczny efekt tych rzeźb jest dwojaki: wywołują one zarówno podziw, jak i dyskomfort. Sam rozmiar rzeźb zmusza widzów do fizycznego i intelektualnego wysiłku. Nie wystarczy tylko stanąć i zatrzymać się przy nich w zadumie. Trzeba pozwolić własnej psyche na skonfrontowanie się z hiperrealistycznymi gigantami, zwłaszcza tymi, które jak na wspomnianej wystawie w Londynie przyjmują postać zwierząt. Spoglądając na gigantyczne psy czy martwe ciało obdartego z pierza koguta, widzimy odwrócenie się dotychczasowej linii władzy – ludzki podmiot staje się mikroskopijną jednostką, całkowicie bezbronną wobec obecności wielkogabarytowego zwierzęcia. Takie odwrócenie porządku kwestionuje nie tylko nasz związek z własnym ciałem, śmiertelnością i fizycznością, ale także z otaczającą nas naturą. Artysta bowiem traktuje tak samo ciało zwierząt jak i ludzi. Zrównując dwa światy do jednego poziomu wrażliwości sensorycznej.

Rzeźby Muecka fascynują, poziom detali osiągnięty został, dzięki żmudnej pracy z silikonem, włóknem szklanym oraz żywicą, co umieszcza artystę w tradycji takich twórców jak Duane Hanson czy John DeAndrea. Jednak w przeciwieństwie do realizmu społecznego Hansona czy erotyzowanych postaci DeAndrea, rzeźby Muecka skłaniają się ku psychologicznej głębi. Jego postacie często wydają się być odizolowane od reszty otoczenia, zapatrzone we własny świat ukrytych emocji. Jest w nich jakaś nieprawdopodobna samotność, której nic i nikt nie jest w stanie wypełnić. Widoczna, tym bardziej że jej fizyczne rozmiary niczym ekran kinowy wyświetlają każdy szczegół ze zdwojoną intensywnością.

Ron Mueck urodził się w 1958 roku w Melbourne w Australii, w rodzinie niemieckich producentów zabawek. Jego wczesna styczność z modelarstwem i rzemiosłem odegrała fundamentalną rolę w kształtowaniu jego skrupulatnego podejścia do rzeźbiarstwa. Zanim artysta poświęcił się sztuce, pracował w branży filmowej i telewizyjnej, specjalizując się w lalkarstwie i efektach specjalnych. W połowie lat 90. nastąpił całkowity zwrot w jego karierze, kiedy jego praca Dead Dad, hiperrealistyczna rzeźba przedstawiająca zmarłego ojca artysty, została włączona do wystawy „Sensation” w Royal Academy of Arts w Londynie. Wystawa ta, na której znalazły się również prace takich artystów jak Damien Hirst i Chapman Brothers, zagwarantowała Muekowi niepodważalne miejsce w świecie sztuki współczesnej.
Pągowska i Mueck, pozornie dwa różne światy, odległe od siebie i tkwiące na innych krańcach perspektyw ludzkiej wrażliwości.Nic nie dynamizują, są oderwane od łagodności, aby pozostać na swoich zasadach. Dwie wystawy nie duet.
Ron Mueck, En Garde, 14 lutego – 2 kwietnia 2025, Ely House, Londyn
Teresa Pągowska, Shadow Self, 14 lutego – 2 kwietnia 2025, Ely House, Londyn












