Oto wystawa wielkich talentów, które historia sztuki przeoczyła. Paris Noir. W stolicy Francji, gdzie pojawiło się najprawdziwsze, panafrykańskie laboratorium kultury, gdzie zrodził się czarny postmodernizm i przedefiniował całą awangardę, której miejsce na ziemi znajdowało się przecież tutaj od zawsze.

Gerard Sekoto, „Autoportret”, 1947 – The Kilbourn Collection – © Estate of Gerard Sekoto/Adagp, Pariyż 2025

Wystawa „Czarny Paryż” pokazuje 150 afrykańskich oraz karaibskich artystów żyjących w Paryżu, mniej więcej od 1947 roku, kiedy to powstał słynny magazyn Présence Africaine aż do kompletnego upadku apartheidu i podziałów rasowych i kiedy pojawił się z kolei, inny periodyk – Revue noire. A zatem wystawa w Centre Pompidou stanowi swoiste wyzwanie dla publiczności, szczególnie dla turystów tłumnie odwiedzających Paryż, dla których Centrum jest obowiązkowym przystankiem, szczególnie biorąc pod uwagę niewidoczność tych artystów, brak wiedzy ogólnej na ich temat, brak wiedzy detalicznej o sztuce, rozproszenie, luki badawcze, ale przede wszystkim artystyczną emancypację imigrantów z regionów europejskich. Wszystko na raz powoduje, że mamy do czynienia z trudnym projektem wystawowym, ale kiedyś on musiał się pojawić. Być może, na znak długiej przerwy w działalności Centre Pompidou. Symbolicznie poniekąd.

Wilfredo Lam „Umbral” ( występujący również pod tytułem „Threshold”), 1949 -1950. Centre Pompidou. Fot. @wSztuce 2025

„Czarny Paryż” to wystawa szczególna, albowiem przyjmuje za punkt wyjścia ponadnarodową historię sztuki, całkiem odmienną od przyzwyczajeń wobec sytuacji historycznej, odziedziczonej po niewolnictwie i kolonizacji, prowadzącej do przestrzeni, którą brytyjski socjolog i badacz rasizmu, Paul Gilroy określił mianem „Czarnego Atlantyku”.

Ernest Breleur, „Sans titre”, 1988. Centre Pompidou. Fot. @wSztuce 2025

To z jarzma niewolnictwa i kolonizacji wyłoniły się kultury Afroatlantyckie w Europie i obu Amerykach, tworząc „naród oparty, nie na argumentach terytorialnych czy językowych, ale na motywach podobieństwa, wykutych w procesach wykluczenia Czarnych”- jak napisał historyk kolonializmu, pisarz i poeta z Beninu, Amzat Boukari Yabara.

Roland Dorcely, „Leda and the swan”, 1958, Centre Pompidou. Fot. @wSztuce 2025

I tak, Haitańczycy Cyril Lionel Robert James i Marcus Garvey utorowali drogę dla panafrykanizmu na początku XX wieku, a zrobili to także intelektualiści z Martyniki, tacy jak Suzanne i Aimé Césaire, Édouard Glissant,którzy teoretyzowali, nową czarną świadomość, łączącą filozofię i politykę. Od lat czterdziestych XX wieku przybrało to formę ruchu kulturowego, Negritude, ale także innych form czarnego humanizmu, którego pionierką była martynikańska intelektualistka Paulette Nardal.

Ten silny internacjonalizm rozpoczął się w Europie – właśnie w Paryżu, ale także Rzymie czy krajach skandynawskich, gdzie wielu artystów znalazło schronienie. Pod koniec lat czterdziestych, gdy Afroamerykanie uciekali przed segregacją, a Południowoafrykańczycy przed apartheidem, wiele czołowych postaci zaangażowanych w emancypację, znalazło się w Paryżu, mimo że Francja wciąż była imperium kolonialnym.

Alexandre Liberman, Fotomontaż dla magazynu VU n° 311, Hors-Série « Colonisation », 1934, Centre Pompidou. Fot. @wSztuce

W sercu tego procesu emancypacji Paryż odegrał szereg decydujących ról: jako miejsce, w którym artyści zawierali sojusze i kwestionowali swoje poczucie przynależności, a także jako punkt tranzytowy między Ameryką, a Afryką. Status Paryża jako historycznej stolicy i skrzyżowania awangardy umożliwił również artystom łączenie tradycji z nowoczesnością, a tym samym potwierdzenie, czasem po raz pierwszy, ich twórczej wolności.

Paryż był złożonym miejscem eksperymentów w sztuce, gdzie praktyki były wchłaniane w przestrzeń kulturowej translacji. „Polityczna emancypacja i kulturowa samoświadomość” były ze sobą powiązane. Niektórzy postrzegali kulturę jako uprzywilejowane narzędzie afirmacji, podczas gdy obecność afroamerykańskich artystów i intelektualistów w stolicy Francji od przełomu wieków wniosła decydujący wkład w historiografię czarnego, amerykańskiego renesansu. Potwierdzają to prace artystów, którzy również pełnili rolę mediatorów kulturowych, takich jak Loïs Mailou Jones i Raymond Saunders.

Romare Bearden’s “Train Whistle Blues No. 1” (1964), Centre Pompidou. Fot. @wSztuce 2025

Jednym z najpoważniejszych wyzwań tej wystawy jest zatem zrozumienie, w jaki sposób historia sztuki, ściśle powiązana z polityką, tworzy własną estetykę, a także relacje, w trwałym, globalnym wszak kontekście instytucjonalnej marginalizacji.

Podczas gdy Paryż był wyjątkową przestrzenią solidarności między Afryką, a Ameryką, Francja nigdy nie podkreśliła swojej roli w pojawieniu się czarnych praktyk kulturowych: albowiem francuski system polityczny okazał się niewrażliwy na kwestie rasowe i redefinicję kwestii suwerenności w erze postkolonialnej. Wiele pytań rodzi się w związku z tą główną ślepą plamą w historii Francji. Jaki rodzaj panafrykańskiej historii sztuki powinniśmy prześledzić? Jak możemy przekwalifikować naszą wiedzę o ruchach nowoczesnych i postmodernistycznych? Gdzie powinniśmy umiejscowić artystyczne praktyki, których motywem przewodnim jest wygnanie? W jaki sposób możemy wziąć pod uwagę doświadczenie, często naznaczone wykluczeniem, artystów, których przeznaczeniem jest „przekroczenie granic sukcesu i porażki” pisząc na nowo historię sztuki?

Ano właśnie, bo historia sztuki najnowszej, wydaje się, że powinna być pisana na nowo.

Beauford Delaney, James Baldwin, (1945-50), Centre Pompidou. Fot. @wSztuce 2025

Paryż w naturalny sposób zachęca do relacji międzykulturowych. Jednak artyści z tej wystawy są częścią określonej sytuacji historycznej – kolonizacji i rasizmu, w której ukształtowała się solidarność – a której historia sztuki we Francji do tej pory, nie brała pod uwagę. Wystawa przyjmuje podejście geograficzne i historiograficzne, aby zwrócić uwagę na wielu artystów, których migracja do Paryża sprzyjała pojawieniu się internacjonalizmu, który jest w dużej mierze pomijany w historii sztuki XX wieku.

Wystawa w Centre Pompidou ma wielkie ambicje. Jest zaproszeniem do podniesienia świadomości na temat dziedzictwa i znaczenia tych artystów. Śmiałym celem jest też podkreślenie znaczenia „różnicy kulturowej” w ponownym odczytaniu modernizmu.

Bob Thompson „The Struggle”,1963. Centre Pompidou. Fot. @wSztuce 2025

Wystawa jednocześnie jest edukacyjna. Przywołuje znane zdarzenia historyczne w tle. Śledzi postęp dekolonizacji w przestrzeni panafrykańskiej i transatlantyckiej, od wojny algierskiej i niepodległości Afryki, po walkę o prawa obywatelskie i przeciwko apartheidowi, Maj ’68 i karaibskie ruchy niepodległościowe, wygnanie z autorytarnych reżimów na Haiti, Kubie i Dominikanie oraz rasizm i walkę o równość we Francji pod koniec XX wieku. To polityczne tło czasami służy jako bezpośredni zarys pewnych praktyk, podczas gdy eksperymenty plastyczne, często samotne, rozwijają się równolegle.

Chanel Diagne, „Le Garçon de Venise”. Centre Pompidou. Fot. @wSztuce 2025

Centre Pompidou podjęło historyczne wyzwanie z Paris noir. Widzieliśmy już w tych murach Paryż-Berlin, Paryż-Nowy Jork, Paryż-Moskwa, ale czy „czarne”, to tylko jedno miasto? Jest ich więcej, które przecinały się tutaj, między latami pięćdziesiątymi, a dziewięćdziesiątymi XX wieku: Paryż, Dakar, Lagos, Abidżan, Port-au-Prince, Fort-de-France, Nowy Jork lub Los Angeles, Kapsztad, aby wymienić tylko kilka powiązań, które śledzi ta wystawa. Paryż w XX wieku był jednocześnie szkołą, miejscem spotkań, schronieniem, punktem wyjścia, a przede wszystkim laboratorium emancypacji dla afrykańskich artystów z krajów skolonizowanych, a także dla artystów amerykańskich i karaibskich, wszystkich afro-potomków naznaczonych wspólną historią niewolnictwa, która rozproszyła ich z kontynentu afrykańskiego. Napiętnowani. Zmarginalizowani. Albo jeszcze gorzej. Stąd ich czarna solidarność.

Wystawę „Paris Noir” można obejrzeć w Centre Pompidou do 30 czerwca 2025

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj