Chiharu Shiota to światowej sławy japońska artystka, która pracuje z prostymi materiałami oraz przedmiotami codziennego użytku, ograniczając się przy tym do trzech głównych kolorów: czerwonego, czarnego oraz białego. Każdy z nich symbolizuje inny etap ludzkiego życia. Począwszy od narodzin, poprzez śmierć i pustkę, która po nim powstaje. Czerń i czerwień symbole życia i śmierci, nawzajem się przenikające, tworzące odwieczny cykl, od którego nie ma ucieczki. Tworzą swoistego rodzaju sieć, która niczym pajęczyna, daje i odbiera życie. Artystka przekształca fizyczne przestrzenie w eteryczne krajobrazy, łącząc osobiste historie z uniwersalnym przekazem.

Chiharu Shiota udzieliła nam ekskluzywnego wywiadu, w którym odsłoniła swój proces twórczy, osobiste inspiracje, stojące za jej pracami, a także opowiedziała o roli jaką sztuka pełni w jej życiu.
wSztuce: Yukio Mishima powiedział: „Kiedy cisza przedłuża się przez pewien czas, nabiera wtedy nowego znaczenia”. W twoich pracach odnajduję właśnie, tą głęboką, przedłużoną ciszę, którą można interpretować w różny sposób, w zależności od tego, na co się patrzy. Jaką rolę odgrywa sztuka ciszy w twoim życiu?
Chiharu Shiota: Kiedy miałam dziewięć lat obudził mnie dźwięk pękającego drewna – dom moich sąsiadów płonął. Następnego dnia, wyniesiono z niego spalone rzeczy, wśród których było pianino. Kiedy je zobaczyłam, przypomniał mi się ten skrzeczący dźwięk, który mnie obudził. Pianino utraciło swoją duszę, ale dla mnie, stało jeszcze piękniejsze niż wcześniej. Jego obecność była mocno wyczuwalna. W tamtym czasie, brałam lekcje gry na pianinie i nagle poczułam, jakbym straciła głos. Przez kolejne dni wyczuwałam także zapach spalenizny. Cisza, która mnie otoczyła, była przytłaczająca, ale piękna. To zainspirowało mnie do owinięcia spalonego pianina nicią. Chciałam pokazać, że muzyka bezpowrotnie odeszła.

wSztuce: cofnę się do początków twojego życia, czy pamiętasz, co było najwcześniejsze i mogłoby sugerować, kim jesteś dzisiaj?
Chiharu Shiota: Zawsze lubiłam rysować, zwłaszcza jako dziecko. Kiedy miałam pięć lat, z dumą pokazywałam swoje rysunki. Wtedy jeszcze nie potrafiłam pisać i moje imię było często pisane wspak. Mam wiele zdjęć z tamtych czasów, na których rysuję.
wSztuce: Koncepcja obecności w nieobecności jest przekonująca, ponieważ dotyka ludzkiej duszy. Skąd wziął się ten pomysł? Czy zrodził się z konkretnego wydarzenia w twoim życiu?
Chiharu Shiota: Koncepcja obecności w nieobecności wywodzi się z dzieł takich jak spalony fortepian, zużyte buty czy puste krzesło. Nawet jeśli danej osoby już nie ma, jej obecność wciąż jest bardzo silna. Dla mnie nieobecność często ujawnia głębszy sens istnienia – w tej pustce pozostaje coś potężnego.
wSztuce: Twoje instalacje są wykonane z włóczki i zwielokrotnionych węzłów. Dlaczego wybrałaś ten konkretny materiał? Czy tworzysz konkretne węzły, czy są to raczej przypadkowe wzory?
Chiharu Shiota: Wzory, które tworzę, są bardziej przypadkowe i tak naprawdę nie chodzi o robienie węzłów, ale o tkanie w przestrzeni. Zaczęłam tworzyć te sieci, ponieważ chciałam stworzyć rysunek w powietrzu – każda linia nici jest jak pociągnięcie pędzla na obrazie. Wybrałam włóczkę, ponieważ, kiedy studiowałam była niedroga i łatwo dostępna. Ale odzwierciedla ona również moje emocje: nić staje się splątana, gdy jestem spięta, a gładsza, gdy jestem spokojna. Dla mnie, to jak malowanie w powietrzu.
wSztuce: Według starożytnej, japońskiej opowieści ludowej, każdy człowiek rodzi się z niewidzialną, czerwoną nicią, przyczepioną do jego małego palca. Ta nić ma nas doprowadzić do drugiej osoby, do kogoś, z kim mamy tworzyć wspólną historię. W twojej pracy „Uncertain Journey” można dostrzec echo tej opowieści. Jak ważna jest dla ciebie japońska kultura, a zwłaszcza ludowe opowieści i mitologia?
Chiharu Shiota: Urodziłam się w Japonii i oczywiście jestem częścią japońskiej kultury. Jednak nie włączam bezpośrednio japońskich opowieści ludowych ani mitologii do moich prac. Moja sztuka wywodzi się z moich osobistych doświadczeń i emocji. Tworzę w oparciu o własną historię, niekoniecznie odzwierciedlającą japońską kulturę. Jeśli inni widzą echa japońskich motywów, to w porządku, ale skupiam się na wyrażaniu własnej podróży, a nie na czerpaniu z ludowych opowieści czy mitologii.

wSztuce: Twoje prace dotyczą relacji międzyludzkich i ich związków z przedmiotami. Każdy obiekt niesie ze sobą ludzką obecność i wspomnienia z czyjejś przeszłości. Dlaczego uważasz, że te „naczynia wspomnień” są tak ważne?
Chiharu Shiota: Stare przedmioty zawsze niosą ze sobą wspomnienia. Kiedy zbieram rzeczy, takie jak klucze, buty, sukienki czy walizki, każda z nich zawiera historię, wspomnienia, które należą do jej właściciela. Wierzę, że bez pamięci nie byłabym w stanie wyjaśnić, kim jestem ani zrozumieć siebie. Te przedmioty są głęboko związane z ludzką tożsamością – zarówno moją, jak i każdego, innego człowieka.
wSztuce: W wieku dziewiętnastu lat zetknęłaś się z pracami Magdaleny Abakanowicz, które wywarły na tobie ogromne wrażenie. Mówiłaś o tym w różnych wywiadach. Od tamtego czasu minęło ponad 30 lat, więc zastanawiam się, czy jej prace nadal są dla ciebie ważne. Czy czujesz, że twoja twórczość i jej, dotykają podobnych, ludzkich kwestii?
Chiharu Shiota: Zawsze urzekały mnie prace Magdaleny Abakanowicz. Kiedy miałam 19 lat, zobaczyłam jej indywidualną wystawę i wywarła ona na mnie ogromne wrażenie. W tamtym czasie nie widziałam wielu artystek w Japonii, więc kiedy zobaczyłam jej prace, początkowo myślałam, że zostały stworzone przez mężczyznę, ponieważ były tak potężne. Były wykonane z tkaniny, ale nie wyglądały jak tkanina – czułam jakby zostały wyjęte z wnętrza ciała. Widzę podobieństwa między jej pracami, a moimi. Myślę, że mamy podobne spojrzenie na świat, a nasze prace wydają się istnieć w tym samym wszechświecie. Od pierwszej chwili mój i jej świat stały się jednym doświadczeniem.
wSztuce: Za każdym razem, gdy odbywa się twoja wystawa, cała instalacja musi być wykonana od podstaw, na miejscu. Następnie, po jej zakończeniu, jest demontowana. To jak koło życia i śmierci. Czy twoje instalacje są zatem rzeźbami, performance, teatrem?
Chiharu Shiota: Są wszystkimi tymi rzeczami i żadną z nich. Moje instalacje wykorzystują całą przestrzeń, czego nie może zrobić tradycyjna rzeźba. Ludzie mogą wejść do mojej instalacji i od razu coś poczuć, podczas gdy rzeźba wymaga czasu, aby zbudować to uczucie. Tworzę środowisko, przestrzeń, która niesie ze sobą poczucie nieobecności. Coś, co powinno tam być, ale tego nie ma. Niektórzy uważają, że tworzenie instalacji jest jak performance, ale dla mnie jest to wyłącznie akt kreacji, tak jak w przypadku rzeźby czy malarstwa. Dlatego nie lubię pokazywać procesu tworzenia.
wSztuce: Jak chciałabyś, aby publiczność reagowała na twoją sztukę? Jakie emocje chciałabyś w nich wywołać?
Chiharu Shiota: Chcę, by widzowie czuli się wolni. Przedstawiam koncepcję, ale to nie oznacza, że oni muszą ją odczytać. Jeśli są zainteresowani, mogą to zrobić, ale wolę, aby najpierw poczuli moją pracę.

wSztuce: Twoje pierwsze prace skupiały się na ludzkim ciele, podczas gdy ostatnie są go pozbawione. Czy był to celowy wybór? Jeśli tak, co chciałaś przez to osiągnąć?
Chiharu Shiota: Ciało nadal jest częścią mojej pracy, tylko na różne sposoby. Na przykład Out of Body zawiera odlewy mojego własnego ciała. Stworzyłam ją w 2017 roku, a teraz jest częścią kolekcji Centre Pompidou. Na wystawę The Soul’s Journey w Fundación Calosa w Irapuato w Meksyku użyłam drutu do stworzenia tak zwanego, uniwersalnego ciała. Uwzględniam zatem własne jako „ciało uniwersalne”, ale przedmioty, które zbieram, reprezentują w takim przypadku nieobecne ciało.
wSztuce: Jak wybierasz obiekty do swoich instalacji?
Chiharu Shiota: Po pierwsze, muszę czuć połączenie, choć często jest ono przypadkowe. Zawsze są to stare, używane przedmioty, które niosą ze sobą wiele wspomnień. Nie mogę pracować z nowymi, ponieważ nie wzbudzają one we mnie żadnych uczuć. Im starszy przedmiot, tym lepiej – ma więcej pamięci i silniejsze poczucie istnienia.
wSztuce: Czy kiedykolwiek doświadczyłaś takiego rodzaju pustki i ciemności duszy, która nie pozwalała Ci pracować?
Chiharu Shiota: Kiedy poroniłam i potem w ciągu kilku miesięcy po tym wydarzeniu zmarł mój ojciec, nie mogłam tworzyć sztuki ani nawet wychodzić z domu. Wszystko było dla mnie zbyt bolesne. Ale zbliżała się wystawa, więc musiałam coś stworzyć, musiałam pracować, choć wydawało mi się to niemożliwe.
Teraz widzę, jak ważny był to dla mnie ten czas. Pokazał mi, że mogę „przepracować” swoje emocje i zdałam sobie sprawę, że mogę tworzyć posiadając te uczucia. Wkrótce po tym doświadczeniu, zostałam wybrana do reprezentowania Japonii na Biennale w Wenecji w 2015 roku, co doprowadziło mnie do The Key in the Hand. Gdybym nie przeszła przez ten, bardzo trudny czas, być może, nie stworzyłabym tej pracy na Biennale.
wSztuce: Bardzo dziękuję, że znalazłaś czas na tę rozmowę…
z Chiharu Shiota rozmawiała Dorota Wojciechowska, luty 2025












